Nie ma dnia, aby kardynał nie został poproszony o komentarz do bieżących wydarzeń politycznych i religijnych na świecie. Jaki jest najbliższy współpracownik Jana Pawła II, który unikał dotąd błysków fleszy i kamer ?
Raba Wyżna, mała, malowniczo położona miejscowość na Podhalu. Tu, gdzie urodził się i wychował metropolita krakowski, wciąż mieszka i pracuje kolega ze szkolnej ławy ks. Dziwisza, Jerzy Szatko. Góral nie ukrywa zaskoczenia, że go odnaleźliśmy.
– Zgadza się. Znam bardzo dobrze kardynała. Nasi ojcowie pracowali razem na kolei. Do szkoły w Nowym Targu codziennie razem jeździliśmy. To było zaraz po wojnie, nie było normalnych pociągów. W towarowych nieogrzewanych wagonach przemarzaliśmy. Zimą nawet minus 40 stopni w nich było. Palce nam z mrozu odpadały – śmieje się Szatko. – Dobrymi kumplami zawsze byliśmy. Wszędzie razem. Wszystko o sobie wiedzieliśmy! – mówi z dumą, ale zaraz się poprawia: – No, prawie wszystko...
Szatko przyznaje, że chociaż Staś zawsze był otwartym chłopakiem, miał swoje tajemnice. Szatko z niedowierzaniem przyjął wiadomość, że jego bliski kolega dostał się do seminarium duchownego. – Byłem przekonany, że pójdzie na politechnikę, zostanie inżynierem – opowiada. – Nic nie wskazywało, że księdzem zostanie. Normalnym chłopakiem był, bardzo towarzyski, wesoły. Lubił się bawić, świetnie tańczył na zabawach – opowiada.
Również dla Barbary Ziemby z Nowego Targu, koleżanki kardynała z lat szkolnych, decyzja kolegi o pójściu do seminarium była zaskoczeniem. – Świetny kumpel z niego był. Taki chłopak do tańca i do różańca. Uczył się doskonale, imponował – jednym tchem wylicza zalety kolegi.
Ziemba pokazuje nam fotografie swoich szkolnych przyjaciół. Na zdjęciach wysportowani, młodzi ludzie. Wśród nich smukły blondyn z burzą loków i jasnym spojrzeniem. – To właśnie kardynał – objaśnia nasza rozmówczyni. Na fotografii roześmiany chłopak maszeruje w towarzystwie przyjaciół po górskim szlaku. – Zabiją mnie, jak dowiedzą się, że to pani powiedziałam: Na tym zdjęciu to idziemy z przyszłym kardynałem nad Dunajec na wagary... – uśmiecha się pani Barbara.
Intuicja kobiety się sprawdza. Ks. Jan Pałasz, proboszcz z Postolic, już na starcie próbuje ustalić, skąd wiemy o przedmaturalnych „wyskokach” kardynała. – Baśka Ziemba nas wydała, tak? – pyta badawczo. Kapłan doskonale rozpoznaje zdjęcie, a na nim również siebie. Jest jednym z wagarowiczów. – To ja na strzelnicy wojskowej strzelałem za Baśkę, bo ciągle pudłowała i groziła jej pała z przysposobienia obronnego, a ona teraz dywersję przeciwko nam uprawia?! – żartuje kapłan.
Już na poważnie ks. Pałasz opowiada nam, dlaczego po maturze razem z Dziwiszem postanowili nikomu nie mówić, że idą do seminarium. – To było zaraz po pacyfikacji robotników w zakładach Cegielskiego w Poznaniu. Komuniści prześladowali Kościół. Nie przyznaliśmy się nawet naszym rodzinom, że złożyliśmy dokumenty do seminarium. Moi bliscy do ostatniej chwili byli przekonani, że wybieram się do szkoły oficerskiej w Warszawie – opowiada kapłan. Dodaje jednak, że to nie pereelowskie służby bezpieczeństwa były największym zagrożeniem dla ich życiowych planów, ale sędziwy furtian z krakowskiego seminarium. – Wszystko przez to, że obaj nie znaliśmy łaciny. Pan Władzio, który siedział przy furcie, nie wpuszczał do rektora. Pytał tylko krótko: „łacina jest?!”, a jak się dowiadywał, że nie ma, to wyrzucał za drzwi – relacjonuje ks. Pałasz.
Metoda pana Władzia okazała się jednak nieskuteczna. Obaj pomyślnie przeszli rozmowę kwalifikacyjną, a do krakowskiego seminarium trafili wprost na wykłady ks. prof. Karola Wojtyły. – Ksiądz profesor przyszedł do nas na wykład z wprowadzenia do filozofii. Od razu go polubiliśmy. Tryskał radością, uśmiechem, interesował się sportem, śpiewem i turystyką. Zarażał nas tą energią i miłością do życia – wspominał w rozmowie z „Dziennikiem” kard. Dziwisz.
Pewnie dlatego do dziś swoim współpracownikom z kurii metropolita kardynał powtarza często: „więcej sportu – mniej diabła, mniej pokus” i organizuje niezapowiedziane wypady na narty i piesze eskapady w góry. Interesuje się też bardzo piłką nożną. Przez lata sekretarzowania Ojcu Świętemu uzbierał pokaźną kolekcję klubowych koszulek i szalików z całego świata. Jedna z ulubionych pamiątek pochodzi z rzymskiego Lazio. Nie jest jednak fanem tego klubu. – Od lat kibicuje krakowskim zespołom – zaznacza ks. Robert Nęcek, rzecznik metropolity.
Tadeusz Warczak, kardynalski fotograf, a wcześniej strzelec podhalański, zdradza nam inną pasję szefa. Są nią podróże. – Metropolita jest w świetnej kondycji. Chociaż obleciał już kilka razy kulę ziemską, to od samolotów bardziej woli długie wyprawy autem. Kiedy gdzieś nas zabiera, nigdy nie wiemy, dokąd jedziemy i kiedy wrócimy do domu – opowiada Warczak.
Kard. Dziwisz dzień zaczyna wcześnie, o 6 rano, a kończy tuż przed północą. – Po przebudzeniu zawsze idzie do prywatnej kaplicy na krótkie rozmyślania modlitewne. Później odprawia mszę, w której uczestniczą tylko stali pracownicy kurii – relacjonuje ks. Nęcek.
Śniadanie, obowiązkowo z mocną kawą i słodkim ciastkiem, to już czas intensywnej pracy. Podczas posiłku omawiane są bieżące sprawy diecezji, a czasami i całego świata. Niedawno kardynałowi towarzyszyli w śniadaniu naczelni rabini Nowego Jorku i Rzymu. Wcześniej specjalnymi gośćmi byli wysokiej rangi oficerowie amerykańskiej armii.
Siostry sercanki, które przygotowywały mu posiłki już w Watykanie, ledwie nadążają z realizacją zamówień. Najwięcej pracy siostry mają, gdy w pałacu goszczą delegacje rządowe państw lub gdy kardynała odwiedzają najwyżsi rangą dostojnicy watykańscy, jak to miało miejsce podczas pielgrzymki Benedykta XVI.
– Kardynał Dziwisz nie tylko doskonale zna Kościół, ale i cały świat. Osobiście poznał większość czołowych światowych przywódców . Doskonale orientuje się i porusza po meandrach polityki. To był nie tylko bardzo wierny i lojalny współpracownik Ojca Świętego, ale jego najzdolniejszy uczeń – uważa ks. kardynał Stanisław Nagy.