"Żyje się raz, potem drugi i trzeci" - mówią słowa popularnej piosenki. I z cała pewnością może ją nucić mieszkaniec ukraińskiego Zakarpacia, który w ciągu dwóch tygodni zapadał w stan śmierci klinicznej... 68 razy! Mimo to, żyje.
Walka Jurija Fedaki ze śmiercią trwała równo dwa tygodnie. Pomimo starań lekarzy szpitala w Użhorodzie, po zawale, jego serce nie chciało wrócić do normalnego rytmu pracy. Zatrzymywało się, by za kilka minut ponownie "ruszyć".
"Widziałem wówczas, jak wychodziłem z tunelu na polanę. Taka jaskrawo-zielona trawa, kwiaty, jak narcyzy. I gołębie latały. I gdy tylko spojrzałem na pagórek, obrazy
znikały" - mówi Fedaka. Dzięki takim wizjom za każdym razem udawało mu się w porę wezwać na pomoc lekarzy.
Oni sami mówią, że nie spotykali się dotychczas z takim przypadkiem. Wspominają, że raz udało im się przywrócić do życia pacjenta, który zapadał w stan śmierci klinicznej
trzykrotnie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|