Walka Jurija Fedaki ze śmiercią trwała równo dwa tygodnie. Pomimo starań lekarzy szpitala w Użhorodzie, po zawale, jego serce nie chciało wrócić do normalnego rytmu pracy. Zatrzymywało się, by za kilka minut ponownie "ruszyć".

"Widziałem wówczas, jak wychodziłem z tunelu na polanę. Taka jaskrawo-zielona trawa, kwiaty, jak narcyzy. I gołębie latały. I gdy tylko spojrzałem na pagórek, obrazy znikały" - mówi Fedaka. Dzięki takim wizjom za każdym razem udawało mu się w porę wezwać na pomoc lekarzy.

Oni sami mówią, że nie spotykali się dotychczas z takim przypadkiem. Wspominają, że raz udało im się przywrócić do życia pacjenta, który zapadał w stan śmierci klinicznej trzykrotnie.