Policjanci byli w kropce. To wyglądało jak egzekucja po napadzie rabunkowym. Ale z mieszkania nic nie zginęło. Zaczęli więc kombinować, komu mogło zależeć na śmierci chłopaka. Pojechali po jego brata do szkoły.

Na ich widok chłopak zbladł i zaniemówił. W jego plecaku policjanci znaleźli pistolet, z którego padł strzał. Na komendzie 18-latek przyznał się, że zastrzelił brata. Grozi mu dożywotnie więzienie.