Po kłótni z bratem z zimną precyzją wymierzył w tył jego głowy. Potem nacisnął na spust. Sprawdził, czy chłopak nie daje oznak życia. I jak gdyby nigdy nic, 18-letni morderca włożył pistolet do plecaka i spokojnie poszedł do szkoły.
Policjanci byli w kropce. To wyglądało jak egzekucja po napadzie rabunkowym. Ale z mieszkania nic nie zginęło. Zaczęli więc kombinować, komu mogło zależeć na śmierci chłopaka. Pojechali po jego brata do szkoły.
Na ich widok chłopak zbladł i zaniemówił. W jego plecaku policjanci znaleźli pistolet, z którego padł strzał. Na komendzie 18-latek przyznał się, że zastrzelił brata. Grozi mu dożywotnie więzienie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl