Wykupili wczasy w biurze podróży Fisher, a teraz siedzą w obcych krajach i nie wiedzą, czy wrócą. Firma zbankrutowała. Właściciele biura obiecują, że ściągną wszystkich do Polski. Turyści boją się jednak, że na zapewnieniach się skończy.
"Nasi klienci mogą spokojnie dokończyć swoje wczasy. Wrócą do kraju za pieniądze z ubezpieczenia" - mówi dziennikowi.pl Aleksander Waślicki z Fishera. Obiecuje też, że nie będzie tradycyjnego schematu znikania polskich biur podróży.
Bo najczęściej, gdy upadały firmy turystyczne, właściciele błyskawicznie znikali. A zamknięte na cztery spusty biura szturmowali ludzie, którzy zapłacili za wczasy i nie zdążyli wyjechać. "Oddamy wszystkie pieniądze, co do grosza" - zapewnia Waślicki.
Turyści jego upadłego biura w Maroku, Egipcie i na Wyspach Kanaryjskich mają nadzieję, że władze Fishera nie zapomną o nich.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl