Było o krok od katastrofy. Pod gruzami mogło zginąć nawet 600 osób. W krakowskim klubie Rotunda mało brakowało, by zawaliło się piętro, na którym bawili się miłośnicy grupy Myslovitz. Na szczęście ktoś zauważył, że strop się ugina.
To miał być normalny wieczór w klubie studenckim: na górze koncert, na dole impreza. Ale gdy sufit zaczął się bujać, goście z parteru zaalarmowali strażaków. A ci przecierali oczy ze zdumienia: żelbetonowy sufit chybotał się w rytm podskoków publiczności. Na górze zespół Myslovitz dawał czadu.
Strażacy natychmiast przerwali koncert i wszystkich ewakuowali. Właściciele Rotundy odwoali wszystkie zaplanowane imprezy. Budynek sprawdzają teraz inspektorzy nadzoru budowlanego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl