Średnio, po czterech latach służby i w zależności od stopnia i umiejętności, będą zarabiać 2-3 tysiące złotych. Wpadną im też premie i nagrody. To jeszcze nie wszystko. Do tego dojdzie szansa na własne mieszkanie lub też zwrot kosztów zakwaterowania dla tych, którzy nie mają własnego lokum. Nie mówiąc o darmowych stołówkach.
A ci, którzy mają rodziny, dostaną dodatkową kasę za rozłąkę. Najlepsi w zawodzie będą mogli wybrać miejsce, gdzie chcą służyć, więc będą mogli być blisko rodzin.
Armia zapewni kursy zawodowe, np. radiotechnika, specjalisty od informacji tajnych (w tej chwili cywilne firmy dla ludzi z certyfikatami tzw. poufności płacą nawet 10 tysięcy złotych miesięcznie za same konsultacje), czy też obsługi specjalistycznego sprzętu budowlanego.
Fachowcom najwyższej klasy armia zapłaci natomiast za kursy językowe. Każdy wart jest około 3 tysięcy złotych. Potem będą mogli szlifować angielski czy niemiecki za granicą. Jeśli przejdą egzaminy z terminologii wojskowej, mogą liczyć na pracę w kwaterze NATO w Brukseli lub jednostkach na zachodzie, współdziałających z naszym Sztabem Generalnym.
Kiedy w końcu wojsko się im znudzi, przejdą na spokojną emeryturę. Będą mogli to zrobić nawet kilka lat wcześniej niż zwykli śmiertelnicy. Dostaną nie tylko duże odprawy i premie, ale średnio około 3 tysięcy złotych miesięcznie na rękę. Wysokość emerytury zależna będzie od czasu służby w wojsku, osiągniętego stanowiska i stopnia. Niektórzy będą mogli wykupić za grosze mieszkania służbowe.
Do tej pory w Polsce jest tylko jedna w pełni zawodowa jednostka. Jest nią GROM. Płace i mieszkania powodują między innymi to, że na jedno miejsce w tej formacji już teraz czeka 40 młodych żołnierzy.