Mieszkaniec Wierzbicy (Lubelskie) znalazł gdzieś stary granat obronny, a jego 14-letnia córka przytargała znalezisko do szkoły. Podniecona, już na pierwszej lekcji pobiegła z granatem do nauczyciela, by spytać, czy może wybuchnąć... Nieco później tę zagadkę wyjaśnili saperzy.
Nie wiadomo, jakim cudem granat typu F-1 znalazł się u taty uczennicy drugiej klasy gimnazjum. Zardzewiała bomba mogła w każdej chwili wybuchnąć, bo w środku nadal
tkwił zapalnik. Noszenie go po domu, w plecaku do szkoły czy w ogóle bawienie się nim to jak jednoczesne przypalanie papierosa i tankowanie samochodu!
Przerażona dyrekcja ewakuowała pół tysiąca uczniów, a do dziewczyny i nowego szkolnego "eksponatu" wezwano saperów. Niedawno klasa 14-latki miała na fizyce wykład o pociskach i różnych materiałach wybuchowych. Rozumiemy zainteresowanie tematem, ale bez przesady...
Przerażona dyrekcja ewakuowała pół tysiąca uczniów, a do dziewczyny i nowego szkolnego "eksponatu" wezwano saperów. Niedawno klasa 14-latki miała na fizyce wykład o pociskach i różnych materiałach wybuchowych. Rozumiemy zainteresowanie tematem, ale bez przesady...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|