Idiotów nie brakuje. Tym razem jeden z nich odnalazł się w Katowicach. Bo o 14 zadzwonił na policję, że na dworcu jest bomba. Okazało się, że to był tylko głupi kawał, który na wiele minut zablokował centrum miasta.
"To wybryk głupiego dowcipnisia" - powiedział dziennikowi.pl aspirant Jacek Pytel z katowickiej policji. Koszmar zaczął się o 14. Wtedy ktoś powiedział policjantom, że bomba wybuchnie na katowickim dworcu punktualnie o 15.
Przerażeni podróżni pod eskortą policji uciekli z dworca. Bo funkcjonariusze nie chcieli ryzykować. Na perony nie wjeżdżały pociągi, a w okolicy stacji całkowicie zatrzymano ruch. Saperzy nie mieli już czasu, by sprawdzić dworzec, dlatego wszyscy nerwowo oczekiwali na 15.00.
Jednak nic się nie stało. Policjanci dla pewności odczekali jeszcze kilkanaście minut i zaczęli przeszukiwać każdy zakamarek budynku. Ale już wiedzą, że to po prostu był głupi dowcip. Dlatego zrobią wszystko, by kawalarza-idiotę dopaść.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|