Dziennik Gazeta Prawana logo

Prawa do dzieł Pawła Jasienicy dla jego córki

12 października 2007, 14:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
To córka pisarza, a nie syn jego drugiej żony, będzie właścicielem praw autorskich do dzieł pisarza i publicysty Pawła Jasienicy. Córka historyka, Ewa Beynar-Czeczott, zdecydowała się pójść do sądu, kiedy dowiedziała się, że druga żona jej ojca była agentką SB.

Córka pisarza, Ewa Beynar-Czeczott, przed sądem zaproponowała układ: ona rezygnuje z ruchomości i książek po ojcu, a Marek O'Breteny - z praw autorskich. Pasierb Jasienicy jednak odmówił. Stwierdził, że nie ma żadnych dowodów na to, że jego matka była agentką. Bo nie zachowała się jej teczka.

Ale sąd przyjął rozwiązanie zaproponowane przez Ewę Beynar-Czeczott. Córka Jasienicy będzie właścicielką praw autorskich, zaś przybrany syn może zatrzymać jego książki.

Teraz, kiedy spór jest rozstrzygnięty, będzie można wreszcie wydawać dzieła Jasienicy. Bo wiadomo już, do czyjej kieszeni mają płynąć pieniądze ze sprzedanych egzemplarzy.

Akta zgromadzone w Instytucie Pamięci Narodowej nie pozostawiają wątpliwości: Nena O'Breteny pracowała dla SB i szkodziła Jasienicy. Gdy poznała pisarza, miała 40 lat. Pracowała w dziekanacie jednej z warszawskich uczelni. Gdy SB potrzebowało informacji o Jasienicy, to właśnie ona z przygotowanymi pytaniami w dłoni szła na spotkania z pisarzem. Siadała w pierwszym rzędzie tak, żeby ją zapamiętał. Wreszcie zaprosił na kawę. Ich znajomość trwała i stawała się coraz głębsza, a skończyła się małżeństwem. Oczywiście za przyzwoleniem bezpieki.

Nena O'Breteny donosy pisała pod pseudonimem "Ewa". To właśnie u niej Jasienica szukał pomocy, kiedy w kraju rozpętano na niego nagonkę. Władysław Gomułka sugerował, że Jasienica, były żołnierz AK, uniknął po wojnie więzienia tylko dlatego, że doniósł na swoich kompanów. Załamany tymi oskarżeniami Jasienica uciekł do mieszkania swojej przyjaciółki, a potem także żony, Neny O'Breteny.

Wpadł z deszczu pod rynnę. Bo "Ewa" była bardzo sumienna i skrupulatna. "Gdy ojciec spotykał się na przykład o 15 z Wańkowiczem, to o 17 jej donos lądował na biurku oficera prowadzącego" - opowiadała Ewa Beynar-Czeczott "Rzeczypospolitej". Agentka donosy pisała w toalecie. Funkcjonariusz prowadzący odbierał je jako jej dobry znajomy, który przyszedł pożyczyć książki.

Ostatni raport podpisany przez "Ewę" dotyczy pogrzebu Jasienicy, a dokładnie tego, kto przyszedł pożegnać pisarza.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj