Producenci pseudooscypków powinni zaczą się bać. Już za kilkanaście dni za sprzedawanie podróbek mogą trafić do więzienia. Oscypek jest już na ostatnim, najkrótszym etapie drogi do prestiżowego certyfikatu. Owczy ser będzie pierwszym polskim produktem chronionym w UE.

"To dla nas ważny dzień" - cieszy się Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu, pomysłodawca złożenia wniosku. "Francuzi mają wiele takich produktów i przynosi im to same korzyści".

Te korzyści Janczy wylicza jednym tchem - certyfikat wypromuje w Europie nie tylko oscypka, ale też region, w którym on powstaje. To duża szansa na przyciągnięcie turystów. Przede wszystkim jednak unijna ochrona oscypka to dla wytwarzających go górali okazja do niezłych zysków.

Nie dość bowiem, że będą mogli sprzedawać swój ser we wszystkich krajach Wspólnoty, to jeszcze dostaną dotacje z Ministerstwa Rolnictwa. Każdy baca robiący oscypki zgodnie z recepturą będzie przez najbliższe siedem lat dostawał od resortu 3,5 tys. zł rocznie. Będzie też mógł się starać o zwrot aż 70 proc. wydatków na reklamę i promocję swego wyrobu.

Rejestracja nazwy w Unii ma jeszcze jedną zaletę - ukróci samowolę górali (i nie tylko) sprzedających jako oscypki sery, w których nie ma ani grama owczego mleka.

"Myślę, że na rynku w skali roku tylko około 20 proc. serów to oscypek, reszta to podróbki" - ocenia Jan Janczy. Teraz to się skończy. Pod nazwą oscypek będzie można sprzedawać tylko ser wyprodukowany na Podhalu i w częci Żywiecczyzny, z mleka polskiej owcy górskiej z domieszką (maksymalnie 40-procentową) mleka krowy czerwonej. Baca, który złamie recepturę, zapłaci 4 tys. zł kary.

A sprzedawcy, którego "oscypki" nie będą miały nic wspólnego ani z górami, ani z tradycyjnym przepisem, grozić będzie od 5 miesięcy do 6 lat więzienia.