Dziennik Gazeta Prawana logo

Żyje, choć przepłynęło przez niego 10 tys. woltów

12 października 2007, 14:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Najpierw był błysk, a potem ogromną ciężarówką zaczęło trząść, jakby była malutką zabawką. 27-letni Teodor Sirko ujrzał, jak zza jego kabiny sypią się iskry. Usłyszał huk pękających opon. Gdy kierownica zaczęła go parzyć, uświadomił sobie, co zrobił - cofając z podniesioną naczepą, zerwał druty wysokiego napięcia. Płynął w nich prąd o napięciu 10 tys. woltów! - relacjonuje "Fakt".

To, co przeżył pan Teodor, pracujący na budowie niewielkiej uliczki w Świdniku (woj. lubelskie), przechodzi ludzkie pojęcie. Przeżył porażenie prądem z linii wysokiego napięcia - 50 razy silniejszego niż w zwykłym gniazdku w mieszkaniu!

Od kilku dni na ul. Olimpijskiej trwa budowa nowej drogi. Ogromne ciężarówki przywożą tłuczeń spod Opatowa i wysypują na gruntową dróżkę. Po tak przygotowanym podłożu jeździ walec i wszystko wyrównuje. Potem drogowcy położą asfalt. Czwartek miał być ostatnim dniem nawożenia tłucznia. Pod koniec dnia pracy na plac budowy przyjechał wielki tir wyładowany kamieniami. Teodor Sirko, który siedział za kierownicą DAF-a, zaczął wysypywać ładunek na drogę. Operator walca poprosił go, żeby powolutku jechał do przodu, unosząc stopniowo coraz bardziej naczepę. Tłuczeń miał się wysypywać tuż przed walcem, by nie trzeba było go potem grabić. Pan Teodor tak zrobił.

Obaj mężczyźni zapomnieli o jednym. O tym, że drogę przecina linia wysokiego napięcia biegnąca od pobliskiej stacji energetycznej. "Podniosłem naczepę jakieś dziewięć metrów w górę i powoli jechałem przed siebie. Nagle poczułem wstrząs" - mówi kierowca. Usłyszał, jak z tyłu coś strzeliło. Auto stanęło, a lampki i zegary na tablicy rozdzielczej DAF-a oszalały. Świeciły jaskrawo, a z tyłu sypnęło iskrami. "Usłyszałem potworny huk, a samochód zaczął drgać jak oszalały. Nie wiedziałem, co się dzieje" - mówi pan Teodor.

Metalowa naczepa zaczepiła o zwisające nad drogą przewody. Powstał łuk elektryczny i 10 tysięcy woltów zaczęło wstrząsać ciężarówką. Leciały snopy iskier, zapaliła się plandeka na samochodzie, wystrzeliły w powietrze wszystkie opony. Huk był potworny. Prąd z prędkością światła przepłynął przez szoferkę. Normalnie prąd o takim napięciu w 10 sekund zamienia ciało człowieka w węgiel. W ułamku sekundy mięśnie kurczą się, a potem tkanki ciała zaczynają się gotować. Woda błyskawicznie wyparowuje z komórek. Temperatura suchych jak papier mięśni, żył i skóry wzrasta i człowiek zaczyna płonąć!

Ale pan Teodor nadal oddychał. "<Ja żyję!> - zdążyłem pomyśleć i jakimś cudem otworzyłem drzwi, wyskakując z kabiny. Upadłem na ziemię" - szepcze kierowca.
Wszystko ucichło. Zobaczył potężne koła popękane, jakby były balonikami. Koledzy podbiegli, by mu udzielić pierwszej pomocy. Ale nic mu się nie stało!
Przyjechała policja i energetycy. Skończyło się na mandacie. "E tam, mogę zapłacić" - cieszy się kierowca. "Najważniejsze, że ja żyję!"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj