Dziennik Gazeta Prawana logo

Bandyci, przez których zginął człowiek, na wolności

13 października 2007, 14:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wstrząsająca nieodpowiedzialność. Trzej młodociani bandyci brutalnie pobili mężczyznę na warszawskiej Pradze. Gdy chciał uciec, zginął pod kołami samochodu. Jednak prokurator był dla bandytów łaskawy. Postawił im tylko zarzut rozboju i... wypuścił na wolność. Będą odpowiadać z wolnej stopy.

Bandyci zaczęli wieczór od imprezy. Herbert P. świętował w środę swoje 15. urodziny. Po południu spotkał się u koleżanki z o rok starszymi kolegami - Michałem C. i Adrianem D. Był alkohol i muzyka. Przed godz. 22 podpici małolaci wyszli z imprezy. Ruszyli na przystanek autobusowy przy Al. Zielenieckiej. W pewnym momencie dostrzegli przed sobą mężczyznę w wieku 25-30 lat. Zaczepili go. Zażądali, by oddał im swój telefon komórkowy.

Zaczął się dramat. Zaskoczony przechodzień zaczął uciekać przez ruchliwą ulicę. Bandyci dopadli go na środku jezdni. Zaczęli kopać i okładać pięściami. Mężczyzna, osłaniając się przed razami, błagał, by go zostawili. Ale bandyci dostali szału. Ich ofiara leżała, krwawiąc, a oni kopali ją po całym ciele. W końcu udało się im wyciągnąć komórkę z kieszeni pobitego - pisze "Fakt". Wtedy spokojnie wsiedli do stojącego na przystanku autobusu.

"Żaden z przejeżdżających kierowców nie zatrzymał się i nie pomógł napadniętemu. Ludzie stojący na pobliskim przystanku też nie kiwnęli palcem" - mówi "Faktowi" policjant prowadzący sprawę. Dopiero operator miejskiego monitoringu, który utrwalił przebieg napadu, wezwał radiowozy.

Ciężko pobity mężczyzna podniósł się na nogi. Oszołomiony, zaczął przechodzić przez czteropasmową jezdnię. Ruch na ulicy był spory. W stronę mężczyzny nadjeżdżały dwa samochody. Pierwszy zatrzymał się i przepuścił go. Drugi, jadący na pasie obok, nie zdążył wyhamować. Potworne uderzenie masywnego bmw wyrzuciło mężczyznę w powietrze. Przeleciał kilka metrów i z wielkim impetem uderzył o asfalt. Mimo natychmiastowej pomocy zmarł.

Mężczyzna nie miał dokumentów, jego tożsamości nie udało się na razie ustalić.

W tym czasie wezwani przez dyspozytora policjanci ruszyli w pościg za autobusem. Udało się ich złapać już na następnym przystanku. Okazało się, że dwóch z nich jest znanych policji. Najmłodszy Herbert P. (miał prawie 0,8 promila alkoholu) notowany był za pobicie, groźby, kradzież i jest pod nadzorem kuratora, który szuka dla niego ośrodka wychowawczego. Michał C. (15 l.) na koncie ma również chuligaństwo. Adrian D. (miał pół promila alkoholu) nie był dotąd notowany, ale to właśnie on był najbardziej agresywny podczas napadu - pisze "Fakt".

Mimo że doprowadzili do śmierci człowieka, dostali tylko zarzut rozboju. I wyszli na wolność. Czy nie powinni być sądzeni za rozbój i nieumyślne spowodowanie śmierci?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj