W poniedziałek Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów, do którego 30 kwietnia został skierowany akt oskarżenia przeciw Dorocie Rabczewskiej, rozpatrywał wniosek jej obrońcy o umorzenie sprawy "wobec braku cech przestępstwa w czynie jej przypisanym, lub wobec znikomej szkodliwości jej czynu" - jak ujęła to mecenas Anna Lesiak.

Reklama

Wniosek o umorzenie sprawy sąd uznał za przedwczesny i zdecydował, że sprawa będzie rozpoznana na procesie, w trakcie którego muszą zostać przesłuchani: biegły językoznawca i sama piosenkarka. Samej oskarżonej nie było w poniedziałek w sądzie - nie miała takiego obowiązku. Będzie natomiast musiała stawić się na rozprawę jako oskarżona - może się spodziewać wezwania na grudzień lub styczeń.

Latem 2009 roku - w wywiadzie dla dziennika.pl - Dorota Rabczewska, mówiąc o Biblii, stwierdziła, że "bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię", bo - jej zdaniem - "ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła". Dopytywana, o kim mówi, dodała: "o tych wszystkich gościach, którzy spisali te wszystkie niesamowite historie".

Zawiadomienie do prokuratury złożył przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszard Nowak. Zarzucił piosenkarce przestępstwo znieważenia przedmiotu czci religijnej i obrażenia uczuć religijnych m.in. chrześcijan i żydów. Powołał się na artykuł Kodeksu karnego, który stanowi: "Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Drugie doniesienie złożył senator PiS Stanisław Kogut, który uważa, że piosenkarka przekroczyła dopuszczalne granice i powinna przeprosić wyznawców wiary katolickiej oraz judaizmu.

W sierpniu 2009 r. mokotowska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, uznając, że wypowiedź Dody nie kwalifikuje się jako przestępstwo obrazy uczuć religijnych. Potem Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa uwzględnił jednak zażalenie Nowaka na tę decyzję, uznając ją za przedwczesną. Sąd nakazał prokuraturze podjęcie śledztwa, powołanie biegłych językoznawcy i religioznawcy oraz przesłuchanie Dody i Nowaka.



W poniedziałek obrońca piosenkarki, wnosząc o umorzenie sprawy, podkreślała, że jej klientka nie miała zamiaru nikogo obrażać, a tylko przypisując jej taki zamiar można uznać, że obraziła uczucia religijne. "To była kreacja artystyczna, młodzieżowy język" - przekonywała mecenas Lesiak. Podkreśliła, że większość społeczeństwa właściwie odebrała słowa piosenkarki, bo zawiadomienia do prokuratury złożyły tylko dwie osoby - w tym jedna (Nowak) od dawna z Dodą skonfliktowana.

Reklama

Prokurator był przeciwny temu wnioskowi. Ujawnił, że piosenkarka w wyjaśnieniach złożonych w śledztwie twierdziła, że słowa o autorach Biblii: "napruci winem i palący jakieś zioła", znaczą "pozytywnie nastawieni do świata i spożywający zioła lecznicze". Zarazem Doda twierdziła, że nie miała zamiaru nikogo obrazić.

Prokuratura w trakcie śledztwa powołała trzech biegłych - językoznawcę i dwóch biblioznawców (świeckiego i duchownego). Nieoficjalnie PAP dowiedziała się, że opinie częściowo uznają, iż Doda znieważyła publicznie przedmiot czci religijnej (co jest warunkiem uznania przestępstwa obrazy uczuć religijnych innych osób). Biblia jest przedmiotem czci religijnych dla chrześcijan - przypomniał w swej opinii biegły duchowny.

Sędzia Agnieszka Jarosz uznała w poniedziałek, że sprawa nie nadaje się do umorzenia ani z powodu braku cech przestępstwa, ani z powodu znikomej szkodliwości społecznej. "Biegły językoznawca musi być przesłuchany bezpośrednio na rozprawie, a wyjaśnienia oskarżonej muszą być ocenione w kontekście opinii biegłego. Ona sama także powinna zostać szczegółowo przesłuchana. Bezkrytyczne przyjęcie złożonych w śledztwie wyjaśnień oskarżonej nie wystarczy do stwierdzenia, jaki miała zamiar" - ocenił sąd.

Zarazem sędzia Jarosz podkreśliła, że wymaga bliższego zbadania, czy istnieje konflikt między Dodą a Nowakiem (który inicjował także akcję prawną przeciw partnerowi piosenkarki - muzykowi Nergalowi). "Nie można też mówić, że czyn oskarżonej ma znikomą szkodliwość społeczną. Choć pokrzywdzonych w sprawie ustalono dwóch, to pani Rabczewska jest osobą publiczną, której postawa i styl bycia może stanowić wzór do naśladowania" - uznał sąd.

Doda wygrywa ostatnio cywilne procesy, które sama wytacza. W marcu br. Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie nakazał wydawcy dziennika "Fakt" przeprosić Dodę i zapłacić jej 30 tys. zł za artykuł z 2005 r. z "obraźliwymi i kłamliwymi informacjami" na jej temat. "Fakt" pisał, że związek Dody i Radosława Majdana rozpada się; że zwracają się do siebie obraźliwie, że wzajemnie podejrzewają się o zdradę, że sprzedają filmiki ze scenami intymnymi ze swym udziałem, a "Doda handluje swymi wdziękami" i zachowuje się jak kobieta lekkich obyczajów.



Z kolei w marcu br. Sąd Apelacyjny w Poznaniu prawomocnie nakazał Mieszkowi Sibilskiemu, liderowi zespołu Grupa Operacyjna, przeproszenie Dody za nazwanie jej w swej piosence "blacharą", "żywym banerem", "blond billboardem" (żądanie zadośćuczynienia dla Dody oddalono). Pozwany bronił się, argumentując, że Doda może mówić wszystko o wszystkich, a o niej nie wolno powiedzieć niczego, nawet jeśli jej zachowanie jest skandaliczne.

Ponadto Doda uzyskała prawomocny sądowy nakaz przeprosin Sądu Apelacyjnego w Warszawie od wydawcy "Super Expressu" za podanie nieprawdy, jakoby pojawiła się na jednej z branżowych imprez bez spodniej garderoby (oddalono żądanie zadośćuczynienia).

W 2007 r. Komisja Etyki TVP jako "wulgarne" i "obsceniczne" oceniła zachowanie Dody, która była wówczas jurorką w programie telewizji publicznej "Gwiazdy tańczą na lodzie". W jednym z odcinków programu widzowie mogli wówczas usłyszeć dialog między Dodą a jednym z uczestników programu Przemysławem Saletą: "Saleta ciągnij fleta"; "Doda, zrób mi loda".