"... W miejscu gdzie znajdował się obóz, zastaliśmy zryte pole przekopane przez okoliczną ludność. Pole było tak zryte, że w niektórych miejscach były doły do 10 m głębokie, w niektórych widniały szczątki kości ludzkich, piszczele, szczęki, nogi itp..." - pisze w swojej publikacji Jan Tomasz Gross. Książka ma się ukazać się w lutym. Wyda je wydawnictwo "Znak".

Grossa zainspirował artykuł "Gazety Wyborczej" zatytułowany "Gorączka złota w Treblince". Przedstawia ono grupę osób, które po zakończeniu wojny przekopywały pola wokół obozu koncentracyjnego w Treblince, poszukując resztek kosztowności, precjozów, złotych zębów wśród prochów i szczątków ofiar tego obozu.

Gross zaczął poszukiwać kolejnych źródeł i doszedł do wniosku, że Polacy odnieśli na skutek holokaustu niemało korzyści o charakterze ekonomicznym. "Pierwsze z nich nazwałbym ogólnonarodowymi - w trakcie okupacji na miejsce rzemieślników żydowskich, weszli Polacy, którzy zajęli tę niszę. Drugi rodzaj korzyści można nazwać lokalnymi - na mapie Polski dałoby się znaleźć trochę miejsc położonych w okolicy obozów koncentracyjnych. Znaleźli się tacy, którzy czerpali bezpośrednie korzyści z kontaktów z personelem tych obozów, czy z grabienia szczątków ofiar. Gross wskazuje na fakt, że to Niemcy, nie Polacy są odpowiedzialni za holokaust, nie mniej jednak zaraz potem dodaje, że w ewidentny sposób Polacy odnosili korzyści z tej tragedii" - powiedział uważa dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" Michał Olszewski, który jako jeden z pierwszych zapoznał się z treścią książki.

Gross nie szacuje skali tych korzyści, które Polacy mieli odnieść na przejmowaniu pożydowskiego mienia. Olszewski powiedział, że w książce pojawiają się jedynie fragmenty pamiętników, do których dotarł autor "Złotych żniw". Można w nich znaleźć informacje, że ktoś się wzbogacił na pożydowskim mieniu, że pewna wioska nieopodal Treblinki jeszcze podczas okupacji zdjęła strzechy i zastąpiła je blaszanymi dachami, co było w tamtych czasach ewidentnym symbolem dobrego statusu materialnego.


"... Europejczycy, których oglądamy na zdjęciu, najprawdopodobniej zajmowali się rozkopywaniem spopielonych szczątków ludzkich w poszukiwaniu złota i kosztowności przeoczonych przez nazistowskich morderców. (…) Pozornie łagodny w nastroju widoczek dotyczy dwóch centralnych tematów Zagłady – masowego mordu popełnionego na Żydach i towarzyszącej tej zbrodni grabieży żydowskiego mienia..." - pisze w książce Gross. 

Gross pisze w swojej publikacji o Dominiku Kucharku, "kopaczu" z Treblinki, który został oskarżony o przestępstwo walutowe, za to, że sprzedał brylant znaleziony w obozie. Mężczyzna relacjonował, że "wszyscy z jego wsi chodzili kopać, zaś o tym, że poszukiwanie złota i kosztowności na terenie byłego obozu w Treblince jest wzbronione nie wiedziałem, gdyż żołnierze radzieccy także z nami chodzili i szukali. Te miejsca gdzie spodziewali się znaleźć kosztowności nawet wysadzali materiałami wybuchowymi…"
Fragmenty opublikował portal TVN24.