Były przeor zakonu kamedułów na Bielanach Witold K. został w czwartek skazany przez krakowski sąd na półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata za przywłaszczenie mienia. Były przeor ma zwrócić kamedułom meble, figurkę Jezusa Frasobliwego i 110 tys. zł, które podarował znajomej. Ma także zapłacić grzywnę w wysokości 3 tys. zł.

Reklama

Zdaniem sądu nie budzi wątpliwości fakt, iż oskarżony przywłaszczył mienie i pieniądze kamedułów i przekazał je znajomej, do czego nie był uprawniony. Ponadto chciał ten fakt ukryć, składając nieprawdziwe wyjaśnienia, podobnie jak jego znajoma. Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca oskarżonego zapowiedział apelację. Śledztwo w sprawie klasztoru kamedułów toczyło się od 2005 roku. Prokuratura początkowo badała okoliczności włamania do biblioteki klasztornej i kradzieży ksiąg, jednak w toku śledztwa wyłoniły się inne wątki.

Były przeor klasztoru kamedułów na Bielanach został zatrzymany w domu swojej znajomej pod koniec lipca 2006 roku przez specjalną grupę policjantów, zajmujących się kradzieżami dzieł sztuki. Podczas przeszukania policjanci znaleźli tam rzeźbę Chrystusa Frasobliwego i XIX-wieczny obraz "Erem bielański", namalowany przez Jana Nepomucena Głowackiego. Przedmioty te zakonnik podarował kobiecie, gdy był jeszcze przeorem klasztoru.

Funkcję przeora zakonnik przestał pełnić na początku 2006 roku, gdy Stolica Apostolska po kontroli przeprowadzonej w klasztorze mianowała zarządcę komisarycznego. W toku śledztwa prokuratura korzystała z międzynarodowej pomocy prawnej - chodziło o przesłuchanie mieszkającego w Australii świadka, który podarował obraz klasztorowi w imieniu matki.

W rezultacie prokuratura zarzuciła byłemu przeorowi Witoldowi K. przywłaszczenie mebli i kradzież zabytkowej rzeźby Chrystusa Frasobliwego i obrazu - o łącznej wartości 10 tys. zł oraz przywłaszczenie na szkodę klasztoru 110 tys. zł. Zarzut paserstwa za przyjęcie przedmiotów usłyszała znajoma byłego przeora Małgorzata L.

Akt oskarżenia przeciwko obojgu oskarżonym w lipcu 2008 roku trafił do krakowskiego sądu. Oskarżeni w śledztwie nie przyznali się do winy. Prokuratura informowała, że grozi im kara do 10 lat pozbawienia wolności, ponieważ figurka Chrystusa Frasobliwego okazała się dobrem o szczególnym znaczeniu dla kultury, co podwyższyło grożącą karę.

Reklama

Na początku 2009 roku sprawa Witolda K. została zawieszona z powodu złego stanu jego zdrowia. Wątek współoskarżonej Małgorzaty L. trafił do innego - właściwego miejscowo sądu rejonowego. Proces przeciwko Witoldowi K. wznowiono w połowie 2011 roku, gdy wyszło na jaw, że pracuje w wadowickim starostwie i gdy biegli ustalili, że może stawać przed sądem.

Na koniec procesu zarówno obrońca, jak i sam oskarżony wnosili o uniewinnienie. Witold K. wskazywał swoje zasługi w zdobywaniu pieniędzy na remont klasztoru oraz fakt, że dokonywał innych darowizn - np. samochodu siostrom albertynkom oraz drewnianego ołtarza księdzu z Pomorza. Zdaniem sądu, te darowizny były uprawnione, natomiast darowizny dla dobrze uposażonej Małgorzaty L. nie były uprawnione.

"Będziemy odwoływać się od tego wyroku, który naszym zdaniem jest niesłuszny, tym bardziej, że w sprawie Małgorzaty L. zapadł już wyrok uniewinniający" - powiedział PAP po ogłoszeniu wyroku obrońca oskarżonego mec. Krzysztof Bachmiński.