Łódzkie pogotowie wezwało śmigłowiec do 2,5 letniej Dominiki. Dyspozytor nie poinformował jednak o stanie dziecka. Jak dowiedział się dziennik.pl, nawet, gdyby załoga maszyny znała stan zdrowia dziewczynki, warunki pogodowe nie pozwalały na lot.
? - mówi dziennik.pl Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Dopytywana o szczegóły dodaje jednak, że nawet gdyby znany był stan zdrowia dziecka, śmigłowce i tak by nie wystartowały. - wyjaśnia. Zastrzega przy tym, że załoga w Warszawie pracuje całą dobę. - dodaje.
Prokuratura sprawą śmierci 2,5-letniej Dominiki zajmuje się od piątku. Dziecko trafiło do szpitala w stanie krytycznym. Karetka - mimo telefonów na pogotowie - przywiozła je dopiero za drugim razem. Wcześniej pomocy odmówił m.in. lekarz nocnej i świątecznej pomocy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz