Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzieciobójczyni pracuje jako nauczycielka. Dyrektorka: Nie "googlałam"...

27 czerwca 2013, 14:07
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Dziecko
Dziecko/Shutterstock
Mariusz Szczygieł w najnowszym "Dużym Formacie" opisuje szokującą historię Ewy T., dzieciobójczyni, która zakatowała swojego 6-letniego wychowanka wojskowym pasem. Po wyjściu z więzienia i zatarciu wyroku wróciła do zawodu. Dziś jest nie tylko nauczycielką w warszawskim gimnazjum, ale ekspertem MEN. Dziennik.pl publikuje rozmowę z dyrektorką szkoły, w której pracuje bohaterka szokującego materiału.

Ewa T. (zachowujemy imię, jakie nadał kobiecie autor tekstu w "DF") już raz była "bohaterką" reportażu - w latach 80. Opisano w nim gehennę malca wychowywanego przez młodą nauczycielkę i jego biologicznego ojca. Chłopiec był przez oboje maltretowany. W tekście nie brak opisów brutalnych metod wychowawczych Ewy T. i jej partnera - kobieta potrafiła rozbić malcowi na głowie talerz, bo ten nie dość starannie go umył. Zdarzało się, że razem z ojcem bili dziecko od wieczora do świtu.

W lutym 1982 roku Ewa T. zakatowała 6-latka skórzanym wojskowym pasem. Przez kilka godzin biła chłopca na oślep - po całym ciele. Za karę, bo zgubił... sznurowadło w przedszkolu. Ojciec nie zareagował, wyszedł z domu, pozwalając kobiecie znęcać się nad swoim synem. Gdy wezwano pogotowie sanitariusz na widok zmasakrowanego ciała zemdlał. A lekarka, która podpisała protokół sekcji zwłok, stwierdziła, że z takim przypadkiem sadyzmu jeszcze się nie zetknęła.

Z reportażu wyłania się obraz kobiety, która nie do końca zdaje sobie sprawę z wagi swojego czynu. - pisze o Ewie T. sędzia, która wydała wyrok.

Ewa T. została skazana na 15, a ojciec chłopca na 10 lat więzienia. Od 14 lat kobieta formalnie jest krystalicznie czystą obywatelką, jej wyrok uległ zatarciu.

Mariusz Szczygieł, prowadzony przez anonimowego informatora, śledzi historię kobiety. Dowiaduje się, że kobieta opuściła zakład karny pięć lat przed upłynięciem końca wyroku, za dobre sprawowanie, a gdy jej wyrok uległ zatarciu, wróciła na posadę nauczycielki i katechetki. Dziś uczy fizyki w jednym z warszawskich gimnazjów i pracuje jako ekspert MEN do spraw mianowania nauczycieli.

Współpracownicy nauczycielki i jej byli uczniowie dziś nie mają zbyt wiele na jej temat do powiedzenia - tak jak jej obecna pracodawczyni, najpewniej nie znają szokujących faktów z przeszłości. Mówią tylko, że była bardzo wymagająca i unikała kontaktu.

BARBARA SOWA: Wiedziała pani o przeszłości swojej podwładnej?

Dyrektorka szkoły*: Skąd pani ma jej nazwisko? Ono nie pojawiło się w tekście....

To nie było trudne, znalezienie personaliów tej pani zajęło mi zaledwie kilka minut.

Powiem tylko tyle, ta nauczycielka pracuje tu od 2008 roku, posiadam jej zaświadczenie o niekaralności z sądu i dyplomy. Przeszłość tej pani była mi nieznana.

Rodzice i uczniowie też nic nie wiedzą? Jak oceniają jej pracę? 

Nie będę dyskutowała na takie tematy.

Naprawdę nie sprawdzała pani, kogo zatrudnia? Wystarczy wpisać jej nazwisko w wyszukiwarkę google i pierwszy link, który się wyświetla, to opis zbrodni.

Nigdy nie sprawdzam przeszłości nauczycieli i pracowników, nie "googluję" ich nazwisk, nie poszukuję informacji z sieci, wiedzę czerpię oficjalnych źródeł.

I powierza pani dzieci ze swojej szkoły w ręce ludzi, o których nic pani nie wie?

Opieram się na oficjalnych dokumentach - nie będę przecież podważać sądowego dokumentu, poza tym w przypadku tej pani były też pozytywne opinie dyrektorów jej poprzednich szkół.

Co pani teraz zamierza zrobić?

Proszę zrozumieć, o wszystkim dowiedziałam się dziś, jeszcze nie przeczytałam tekstu. Na razie jestem w szoku, sama jestem matką i babcią. Ale proszę się postawić w mojej sytuacji. Czego pani ode mnie oczekuje? Linczu za pośrednictwem mediów? Jeśli to się wydarzyło 30 lat temu....

To proszę przeczytać tekst i skonfrontować psychologiczny rys tej pani z opisem niezwykle surowego regulaminu, jaki obowiązuje w jej pracowni. Może zmieni pani swoje nastawienie.

Oczywiście się nad tym pochylę. Ale ja nie mam prawa jej zwolnić, bo muszę podać podstawę prawną. Z punktu widzenia formalnego wszystko jest w najlepszym porządku.

Po aferze wokół tekstu w "DF" minister edukacji wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że rozmawiała już z szefem resortu sprawiedliwości na temat zmiany przepisów karnych dotyczących przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, popełnionych wobec małoletnich.

- czytamy w oświadczeniu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj