Dziennik Gazeta Prawana logo

Oryginał nakazu doprowadzenia nie dotarł? Zabrakło konwoju? Proces Piotra T. zaczął się z czterogodzinnym opóźnieniem

20 lipca 2018, 07:06
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
sąd, wyrok
sąd, wyrok/Shutterstock
Czwartek był kolejnym dniem procesu Piotra T. Były doradca polityków jest oskarżony o posiadanie "w celu udostępniania" pornografii z udziałem dzieci. Sąd przesłuchał biegłego informatyka, który zeznał, że ktoś mógł wgrać takie pliki albo ściągnąć je zdalnie na komputer oskarżonego.

Czwartkowa rozprawa Piotra T. miała rozpocząć się o godz. 9 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ. Oskarżonego jednak nie dowieziono. Sędzia Magdalena Garstka-Gliwa tłumaczyła po konsultacji z aresztem śledczym na Białołęce, że nie dotarł tam oryginał nakazu doprowadzenia. Kiedy go zaś w końcu wysłano, T. nie miał kto konwojować, bo wszystkie policyjne siły miały być zadysponowane pod Sejm, by pilnować protestujących w sprawie sądów.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji kom. Sylwester Marczak na pytanie PAP stwierdził, że konwój do sądu nie ma nic wspólnego z zabezpieczaniem manifestacji. - - poinformował.

T. przywieziono do sądu po godz. 13. Wtedy dopiero można było rozpocząć przesłuchania biegłych informatyków, bo oskarżony chciał być przy tym obecny.

- – powiedział biegły Witold Kornacki.

W laptopie i pendrive'ach T. nie było pornografii. Biegły musiał odzyskać dane skasowane z nośników, by dotrzeć do tych treści. Stwierdził także, że zwykły użytkownik mógł nie mieć świadomości, że treści pornograficzne tam kiedykolwiek były. - – poinformował biegły.

Ekspert największy ruch zaobserwował 25 czerwca 2015 roku, gdy od północy do godz. 8 na laptop T. pobrano w sumie około 53 GB plików z pornografią. Policja wkroczyła do domu oskarżonego dosłownie kilka minut później. Według prokuratury, oskarżony umieścił pedofilskie filmy w folderze "kosz" po tym, jak zobaczył funkcjonariuszy przed domem.

Kornacki poinformował jednak sąd, że program aMule mógł ściągać pliki z internetu do dowolnego folderu, nawet bezpośrednio do kosza, choć nie jest to standardem. Powiedział również, że ktoś mógł do badanego przez niego komputera wgrać pedofilskie treści, a nawet wgrać efekty działania programu aMule bez jego instalowania.

Obrońca Piotr T. zapytał, czy wgranie takiej zawartości mogłoby sprawiać wrażenie, że na tym komputerze taką treść pobierano. - – powiedział biegły.

Ekspert ocenił także, że można zdalnie zarządzać ściąganiem przez program aMule, np. z innego komputera. Ktoś, kto by to robił, musiałby jednak wcześniej choć raz fizycznie korzystać z komputera T. Nie da się natomiast na odległość niczego przemieszczać między folderami ani usuwać.

Biegły odniósł się również do najcięższego zarzutu, który ciąży na oskarżonym. Chodzi o posiadanie pornografii z udziałem dzieci w celu jej rozpowszechniania, co jest zagrożone karą od 2 do 12 lat więzienia.

– powiedział i dodał, że sprzęt, który badał, nie był zabezpieczony tzw. sumą kontrolną, chroniącą przed modyfikowaniem treści. Dostał go w opieczętowanych i opisanych kopertach.

- - pytał obrońca. - – odpowiedział ekspert.

Informatyk nie był w stanie stwierdzić, czy nośniki, które okazał mu sąd, są tymi samymi, które badał, bo nie miały numerów seryjnych. -– zeznał.

Na pytanie adwokata, czy można ustalić, kto w dniu nagrywania plików używał pendrive'ów, odparł: -

Oskarżony zapytał biegłego, czy spotkał się z przypadkiem gromadzenia pornografii w formie skasowanej. - - powiedział Kornacki. Drugi biegły Mariusz Sokolski opisał, jakie nośniki zbadał i powiedział, że w telefonie i pendrive'ach zabezpieczonych u T. znalazł pliki, które określił jako "młode, roznegliżowane kobiety".

Z uwagi na późną godzinę i zmęczenie stron sędzia Magdalena Garstka-Gliwa przerwała procedowanie. Biegły Sokolski będzie jeszcze przesłuchiwany w październiku.

Piotr T. został zatrzymany pod koniec października 2017 roku. Od tamtej pory przebywa w areszcie. Przyjechał wówczas z Kambodży, by w hotelu na warszawskim Okęciu prowadzić szkolenie dla pracowników firmy ubezpieczeniowej. Zarzuty, które mu przedstawiono, były konsekwencją prowadzonego od 2015 roku śledztwa. Podczas międzynarodowej policyjnej akcji antypedofilskiej o kryptonimie RINA w domu Piotra T. zabezpieczono komputery i nośniki pamięci, z których biegli informatycy odzyskali ponad 3,5 tys. plików z pornografią z udziałem dzieci. Obrona T. chce udowodnić, że pedofilskie treści ktoś mógł mu podrzucić.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj