Kapitan twierdzi, że nie było go na miejscu akcji w chwili, gdy padły strzały, a sześciu aresztowanych żołnierzy specjalnie go oskarża, by oczyścić się z zarzutów - podaje RMF FM. Jego podwładni zeznawali wcześniej, że to on wydał rozkaz, by ostrzelać wioskę z moździerzy.

Z zeznań dowódcy polskich żołnierzy wynika, że cywilów zabił jeden z dwudziestu pocisków wystrzelonych przez moździerz. "Dowódca wydał jedynie polecenie przerwania ognia i ogień został przerwany" - powiedział radiu RMF FM mecenas Antoni Franczyk.

Obrońcy żołnierzy nie komentują tych rewelacji. Zasłaniają się tym, że rozmawiali ze swoimi klientami dopiero raz. A obecnie kończą prace nad zażaleniem na ich aresztowanie.

Po powrocie do kraju pierwszej zmiany polskich wojsk w Afganistanie, Sąd Garnizonowy w Poznaniu aresztował siedmiu żołnierzy. Sześciu z nich prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi nawet dożywocie. Jednemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny, za co może trafić do więzienia nawet na 25 lat.