Adwokatom Kameruńczyka nie udało się przeciągnąć sprawy i cofnąć jej do prokuratury. Sąd odwoławczy co prawda przyznał, że akt oskarżenia sporządzony jest niechlujnie i pełno w nim błędów, ale proces kazał rozpocząć. Zlecił też prokuratorom, by jak najszybciej uzupełnili braki w dokumentacji.

"Bardzo się cieszę z decyzji sądu. Proces powinien być szybki" - mówi Paweł Nowak, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz.

Kameruńczyk oskarżony jest o świadome zarażenie wirusem HIV 11 kobiet. Odpowie też za nielegalne posiadanie białej broni. Ale to nie koniec. Czeka go jeszcze kolejny proces, gdy z zagranicy wrócą dwie inne zarażone przez niego kobiety. Sędziowie zdecydowali, że te przypadki trzeba rozpatrzyć oddzielnie.

Zatrzymany w styczniu 2007 roku Simon Mol twierdził, że nie wiedział o swojej chorobie. Tłumaczył, że robił badania, które nic nie wykazały. Policja ustaliła jednak, że alarmowały go kochanki, gdy okazywało się, że mają HIV. Podający się za uchodźcę politycznego, poetę i dziennikarza przystojny Kameruńczyk jednak dalej uwodził studentki i młode kobiety, nie przejmując się faktem, że zaraża je śmiercionośnym wirusem. Jak opowiadały jego ofiary, żądał od nich seksu bez zabezpieczenia i oskarżał o rasizm, gdy prosiły o użycie prezerwatywy.