Kameruńczyk w gmachu warszawskiego sądu pojawił się około godz. 8:00. Przyjechał tam prosto z aresztu, w kajdankach. Pierwsza rozprawa w procesie Mola rozpoczęła się kwadrans po 10:00. Odbywała się za zamkniętymi drzwiami - nawet bez udziału dziennikarzy.
Prokuratura postawiła Simonowi Molowi w sumie 13 zarzutów. 11 dotyczy zakażenia kobiet wirusem, jeden - narażenia kobiety na zakażenie, a jeden - posiadania białej broni bez wymaganego zezwolenia.
Kameruńczyk twierdzi, że nie wiedział o swojej chorobie. Tłumaczył, że robił badania, które nic nie wykazały. Policja ustaliła jednak, że alarmowały go kochanki, gdy okazywało się, że mają HIV.
Sprawa Simona Mola stała się głośna na początku stycznia zeszłego roku. Prokuratura ustaliła, że Mol zaraził wirusem HIV ponad czterdzieści kobiet.
Kameruńczyk przedstawiał się jako uchodźca polityczny, poeta, pisarz i dziennikarz. Przyjechał do Polski w 1999 roku. Rodzinny kraj miał opuścić z powodu artykułu, w którym rzekomo ujawnił skandal korupcyjny.
Mol twierdził, że ubiegał się o azyl w Ghanie, gdzie otrzymał status uchodźcy politycznego. "Rzeczpospolita" ujawniła jednak, że mężczyzna sfałszował swą biografię.
W 2007 roku ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podjął decyzję o ujawnieniu nazwiska i upublicznieniu wizerunku Kameruńczyka, ze względu na "ważny interes społeczny". Uzasadniał, że umożliwi to rozpoznanie sprawcy poszkodowanym kobietom.