Dziennik Gazeta Prawana logo

Setki godzin na samozatrudnieniu. Ratownicy pozostawieni na pastwę losu

22 kwietnia 2020, 06:44
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Karetka
<p>Karetka</p>/Shutterstock
Samozatrudnienie – na takiej formie współpracy działa duża część pracowników pogotowia. W czasie epidemii dotkliwiej odczuwają jej słabe strony – choćby groszowe zasiłki w okresie kwarantanny.

– mówi Piotr Dymon, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Ratowników Medycznych. I przekonuje, że ta sytuacja wymaga natychmiastowej zmiany.

Skalę problemu ujawniają doniesienia mediów, które co kilka dni informują, że gdzieś karetki stoją, bo zespoły utknęły na kwarantannie. W ostatni weekend zwracano uwagę na dramatyczną sytuację w warszawskim pogotowiu, gdzie wyłączonych z pracy zostało kilka załóg. Jeszcze wczoraj, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, nie jeździły stacja Bemowo i Marywilska, wcześniej „uziemione” były również m.in. zespoły Mokotowa i Ursynowa. Sytuacja się powoli normuje, ale pracownicy pogotowia podkreślają, że wszystko uzależnione jest od decyzji sanepidu – inspektorzy blokują ludzi na wszelki wypadek, jednak po zebraniu wywiadu część od razu dopuszczają do dalszej pracy, część jest izolowana. Dzięki temu grafiki jakoś się jeszcze spinają.

– wskazuje Piotr Dymon. Dziś, jak szacuje, do pełnego zabezpieczenia zespołów wyjazdowych brakuje ok. 5 tys. ludzi. Do tego przynajmniej 400 dyspozytorów. – – dodaje Marcin Borowski, pracownik ratownictwa medycznego ze Szczecina.

Tym bardziej więc zespół jadący do pacjenta powinien zawsze być maksymalnie zabezpieczony. A z tym wciąż bywa różnie. – – słyszymy.

Nigdy nie ma pewności, czy wyjazd nie skończy się przymusowym postojowym. A przestoje w pracy to często efekt, delikatnie mówiąc, niefrasobliwości pacjentów. – – zastanawia się Borowski. I przypomina, że mamy art. 66 Kodeksu wykroczeń, który mówi, że kto wprowadza w błąd m.in. organ ochrony zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1,5 tys. zł. – – proponuje.

Póki co przedstawiciele środowiska wysłali do Ministerstwa Zdrowia pismo, w którym domagają się ubezpieczenia na życie i zdrowie wszystkich ratowników medycznych narażonych na kontakt z koronawirusem, bez względu na miejsce zatrudnienia i rodzaj umowy (choćby na wzór ubezpieczenia, jakim resort objął pracowników medycznych w szpitalach jednoimiennych). A także zabezpieczenia finansowego dla nich w przypadku odosobnienia, izolacji lub kwarantanny. Ratownicy chcą również ujednolicenia zasad zatrudniania i wynagradzania w całym kraju.

Resort nie odniósł się jeszcze do tych postulatów. Przypomniał natomiast, że na mocy specustawy pracownikom ochrony zdrowia, którzy w związku z wykonywaną pracą muszą poddać się kwarantannie albo iść na zwolnienie, przysługuje zasiłek w wysokości 100 proc. wynagrodzenia – a nie 80 proc. Kończą się też prace nad rozporządzeniem, które zobowiąże osoby leczące pacjentów z koronawirusem do pracy w jednym miejscu, jednocześnie wprowadzając dla nich finansowe rekompensaty (więcej piszemy o nim na str. B11). To wszystko jednak nie rozwiązuje problemów ratowników zatrudnionych na kontraktach w pogotowiu.

– przyznaje Karolina Podsiadły-Gęsikowska, adwokat z kancelarii adwokacko-radcowskiej Podsiadły-Gęsikowska, Powierża Sp.p.

Wskazuje, że ratownik na kontrakcie, który został skierowany na kwarantannę, otrzymuje groszowy zasiłek chorobowy uzależniony od wysokości opłaconej składki. – – dodaje prawniczka. Choć jej zdaniem powinny się w nich znaleźć – jest przecież duże ryzyko, że ratownik wielokrotnie będzie przebywał na kwarantannie.

– mówi Ireneusz Szafraniec z Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych.

Ratownicy przekonują, że zaproponowane przez nich rozwiązania mają szanse uzdrowić sytuację.

– ocenia dr Arleta Nerka z Katedry Prawa Cywilnego i Prawa Pracy Akademii Leona Koźmińskiego. W ofercie ubezpieczycieli są dziś polisy odnoszące się do sytuacji, gdy ratownik jest źródłem zakażenia. Tu jednak chodzi o taki produkt ubezpieczeniowy, który mówiłby o zakażeniu w warunkach wykonywania pracy. – .

Również Karolina Podsiadły-Gęsikowska powątpiewa, że bez odgórnych regulacji uda się coś wynegocjować z pracodawcą. – – dodaje. Jej zdaniem dobrym rozwiązaniem mógłby być obowiązek ubezpieczenia przez zleceniodawców ratowników na kontrakcie od zdarzeń związanych z COVID-19.

Dopóki jednak wszystko zależy od dobrej woli pracodawcy, ratownicy wolą nie kusić losu. – – mówią. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj