Budowniczy przekonuje też: spośród wszystkich inwestycji potrzebnych do organizacji Euro 2012, stadiony powstają stosunkowo najszybciej. Do budowy obiektu na 55-60 tysięcy widzów, z rozsuwanym dachem i wysuwaną murawą potrzeba od 24 do 30 miesięcy. Zdecydowanie dłużej buduje się pozasportową infrastrukturę - drogi i lotniska, które w nie mniejszym stopniu zadecydują o sukcesie lub porażce organizowanej wspólnie z Ukrainą pierwszej w historii Polski wielkiej imprezy sportowej.

Rozmowę z Obiałą publikujemy w czasie, gdy Polacy zastanawiają się, czy projekty szykowane na Euro 2012 będą gotowe na czas. I czy nikomu nie przyjdzie do głowy odebranie Polsce prestiżowej imprezy.

PRZEMYSŁAW RUDZKI: To pytanie zadaje sobie cała Polska: Zdążymy?
EDMUND OBIAŁA: Nie mam wglądu w projekty polskich stadionów. Wiem jednak, że budowa stadionu przy zgranym zespole i dobrze rozpisanym projekcie, nie jest kwestią tak bardzo czasochłonną, jak mogłoby się wydawać. Taki obiekt, bez fajerwerków, w stylu rozsuwany dach i wysuwana murawa, powstaje w 24 do 30 miesięcy.

Duży obiekt?
Na 55-60 tysięcy widzów. Ale podkreślam - mowa tu o pracach od momentu wejścia na plac budowy, wbicia łopaty. Ludzie w Polsce są zahipnotyzowani stadionami, ale w tym względzie nie powinno być tragedii. Nie wiem tylko, czy opracowano operaty środowiskowe.

Jakie operaty?
Dyrektywy Unii Europejskiej mówią o konieczności ochrony środowiska. Budując Park Olimpijski, w jednej z odnóg Tamizy znaleźliśmy traszkę mniejszą. Musieliśmy więc wstrzymać wyburzenia, a operacja przeniesienia 75 egzemplarzy tego gatunku w inne miejsce kosztowała pół miliona funtów.

Brzmi dość absurdalnie
Dla nas, Polaków wychowanych w komunistycznych czasach, kiedy minister wskazywał na bagno i mówił: "Osuszcie to i postawcie fabrykę", brzmi absurdalnie. A ja, kiedy patrzę na park z okien mojego mieszkania, myślę sobie, że dobrze i mądrze to wszystko poukładali.

Ale żeby tak traszka
Czasem traszka, a czasem jakiś rzadki gatunek ptaków, który ma gniazda. To wszystko trzeba sprawdzić. W parku, o którym wspomniałem, chcieliśmy wyciąć drzewa, a okazało się, że tam jest akurat korytarz przelotowy dla nietoperzy. To należało ten korytarz odtworzyć - tak, żeby sobie mogły swobodnie latać.

No to pan wyjaśnił. Nie zdążymy
Spokojnie. To zależy od stopnia zaawansowania projektów. Stadiony powinny być oddane rok przed turniejem, a więc w 2011 roku. To oznacza, że za pomocą prostego równania 2011 minus ok. 27 miesięcy, będziemy wiedzieć, kiedy należy zacząć budować, żeby zdążyć. Musimy też wiedzieć, że stadion to także zmiana układu dróg, ścieżek dla pieszych. No bo co z tego, że powstanie stadion, jak się do niego nie dojdzie, czy nie dojedzie?

Według powszechnej opinii naszych rodaków, skoro mieszkamy w Polsce, to coś musi się zepsuć
Moim zdaniem, jeśli coś nawali, to infrastruktura - lotniska, koleje, drogi. Załóżmy, że w Polsce będą grali Anglicy, Francuzi i Niemcy. W tych państwach są miliony kibiców. Przecież zakwaterować ich, przetransportować to jest wielkie wyzwanie. Niedawno w Londynie otworzyli terminal T5, nowoczesny moloch. W Warszawie są dwie karuzele na bagaże. Jak one to wszystko obsłużą?

Nie sądzi pan, że w momencie, kiedy Polska zaczęła się starać o organizację mistrzostw, powinniśmy przynajmniej podjąć działania projektowe?
Zgadzam się, przecież chyba po to staraliśmy się o Euro 2012, żeby je otrzymać. Tak powinniśmy zakładać. W momencie składania podania o organizację, faza projektowa powinna być choćby w stanie wirtualnym. Straciliśmy dziesięć, może dwanaście miesięcy, ale jest jeszcze czas. Kontrakt na budowę obiektu to wiele czynników. Trzeba przygotować dobrze materiały przetargowe, żeby potem nie doszło do konfliktów, a przede wszystkim piętrzenia kosztów.

Czuje się pan zawiedziony, że nikt nawet nie zapytał, czy chce pan pomóc przy Euro w Polsce?
Nie, proszę pana, bo ja mam swoje zajęcia. A w Polsce nie brakuje dobrych fachowców, szkolimy naprawdę świetnych inżynierów. Teraz jestem w Londynie i pracuję przy obiektach olimpijskich w Anglii. Prowadzę prace projektowe na stadionach. Na obiekcie Evertonu coś utknęło w miejscu, proszono mnie, żebym się tym zajął. Przejrzałem papiery, znalazłem błędy i ruszyliśmy. Na 2011 rok będziemy gotowi. To żaden wielki stadion, coś około trzech hektarów dachu.

W Polsce im bliżej Euro tym więcej będzie przepychanek między politykami
Ja od dawna myślę sobie, że odsunięcie ich od wszelkich spraw związanych z organizacją turnieju spowoduje, że wszystko będzie zrobione dwa razy szybciej. Brytyjczycy organizują igrzyska i to jest przecież świetna okazja, żeby zbić jakiś kapitał, robić swoje interesy. A mimo tego ludzie ze świata polityki trzymają się tutaj z daleka od takich spraw.

A gdyby Polska jednak nie mogła nadążyć z pracami, jak na stadionie Evertonu, pomoże pan?
Ja mam swoje zobowiązania i kontrakty. Przecież nie rzucę tego wszystkiego z dnia na dzień.