W środę do ministra kultury i dziedzictwa narodowego wysłany został przewrotny list podpisany przez ponad 30 blogerów.

- Wzywamy Pana do zapłaty za możliwość czytania naszych blogów umieszczonych w Internecie, nawet jeśli Pan faktycznie z tej możliwości nie korzysta – apelują do Bogdana Zdrojewskiego, nawiązując do zapowiedzi ministra, że nowa opłata audiowizualna nie będzie pobierana za faktyczne korzystanie z programów nadawców publicznych, ale za samą możliwość ich odbioru.

Skoro fakt zapewniania przez państwo możliwości odbioru programów nadawców publicznych uzasadnia Pana zdaniem pobieranie opłaty od każdego, kto potencjalnie może z niej skorzystać, to powinien Pan się zgodzić, że zapewnianie przez nas możliwości czytania naszych blogów również uzasadnia pobieranie takiej opłaty – czytamy w liście.

Blogerzy postulują, by minister płacił każdemu z nich po 100 złotych rocznie i namówił swoich kolegów z rządu i partii do tego samego.

Dziennik.pl i "DGP" pisały o szczegółach założeń do nowelizacji ustawy medialnej. Dokument zakłada wprowadzenie powszechnej opłaty audiowizualnej na media publiczne, którą uiszczać będą musieli wszyscy – zarówno ci którzy posiadają telewizor jak i ci, którzy z oferty mediów publicznych nie korzystają. Osobno płacić też mają właściciele firm. Nowy "abonament" wedle wyliczeń resortu ma wynieść 10-12 złotych miesięcznie.

Nowelizacji ustawy medialnej od dawna domagają się szefowie publicznych nadawców, wskazując że tylko stabilne finansowanie obu spółek - TVP i Polskiego Radia - pozwoli im dalej egzystować oraz nadawać dobre jakościowo programy. Opór społeczny przeciwko nowemu de facto podatkowi jest jednak duży. Zwłaszcza, że ministerialne plany łatwo sprowadzić do absurdu.

- Żadne media nie powinny być finansowane z pieniędzy ściąganych przymusowo. Powinny utrzymywać się z normalnych opłat za dostarczanie usługi, reklam, dobrowolnych datków od sympatyków lub sponsorów. Tak działają prywatne telewizje, radia, Internet. Można – tłumaczy Sierpiński. 

43-letni informatyk, pisarz i publicysta oraz libertarianin dodaje, że intencją listu blogerów jest pokazanie, że umożliwienie komuś odbierania programów publicznej telewizji i radia nie usprawiedliwia obciążania go za to opłatą, podobnie jak nie usprawiedliwia tego umożliwienie komuś czytania bloga.

Śledzińska-Katarasińska: Nawet jeśli premier mówił o haraczu....>>>

- Wyobraźmy, co by było, gdyby tę zasadę uczynić powszechną - każdy z nas musiałby płacić producentom dowolnych towarów i usług, nawet jeśli nie miałby zamiaru z nich korzystać. Ale coś takiego byłoby absurdem - mówi bloger i dodaje, że opłata audiowizualna będzie "haraczem na coś, czego sporo ludzi nie ogląda, nie słucha i nie lubi". - Na rządową propagandę nazywaną obłudnie "misją". Na bogate życie telewizyjnych celebrytów – dodaje.

Rząd do zmian w medialnych regulacjach się nie garnie. Projekt założeń do nowelizacji ustawy od miesięcy czeka w "zamrażarce" marszałek Ewy Kopacz, która jest jednym z konsultantów zmian. Pomysł na opłatę audiowizualną nie jest w Europie żadną nowością. Powszechna opłata  - niezależnie od posiadania przez obywateli odbiorników  - obowiązuje już w Niemczech i Finlandii. Większość płaci ją bez szemrania.