Dziennik Gazeta Prawana logo

Protasiewicz w bagnie. Pogrąża się z każdym ruchem. KOMENTARZ

27 lutego 2014, 14:30
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Jacek Protasiewicz
Jacek Protasiewicz/Agencja Gazeta
Europoseł i wiceszef europarlamentu Jacek Protasiewicz wytacza wielkie działa przeciwko niemieckim celnikom. Ale im energiczniej próbuje wyjaśnić skandal ze swoim zachowaniem na lotnisku, tym mocniej się pogrąża.

Jeszcze słońce nie wstało, gdy europoseł Jacek Protasiewicz składał w telewizji pierwsze wyjaśnienia, tłumacząc, jak bardzo został skrzywdzony przez niemieckiego celnika na lotnisku we Frankfurcie. Spojrzałem na zegarek, była godzina 6:20, a zazwyczaj niedostępny dla dziennikarzy wiceszef Parlamentu Europejskiego z wielką energią przekonywał prowadzącego poranny program, że obraził go - tu cytat - "ostrzyżony na krótko osiłek", zwracając się do niego mało eleganckim zwrotem "Raus!".

Energia, z jaką Protasiewicz próbuje zrzucić winę za całą sytuację na niemieckiego służbistę, który - jak sugerują wypowiedzi europosła - do dziś nie zauważył, że nie nosi munduru SS, a miejscem jego pracy jest bramka na lotnisku, nie brama w Auschwitz, może dziwić. Podobnie jak zastanawiające jest bagatelizowanie przez europosła znaczenia relacji świadków, według których miał odpowiedzieć celnikowi: "Heil Hitler!" i wyzywać go od nazistów. Pomijając już kwestie naruszenia immunitetu dyplomatycznego europosła, godności wiceprzewodniczącego europarlamentu i wszystkich innych tytułów, którymi zasłania się Jacek Protasiewicz, warto się zastanowić, czy przypadkiem wina nie leży po obu stronach? Czy na pewno polityk zachował się jak na rasowego polityka przystało? Dać się sprowokować jednym słowem? Naprawdę? A jeśli już o winie mowa, to samo nasuwa się pytanie, czy na pokładzie samolotu były na pewno tylko dwa kieliszki do posiłku?

Energia, z jaką europoseł próbuje wydobyć się z bagna, do którego wskoczył, sprawia, że pogrąża się w nim coraz głębiej. Gra toczy się o wielką stawkę. Zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego, przed którymi może nagle zabraknąć na liście wyborczej jednego nazwiska - taka perspektywa na pewno może dodać skrzydeł. Tylko czy nie lepiej byłoby schować dumę do kieszeni i zamiast wymachiwać legitymacją europosła przed kamerami, przyznać tak zwyczajnie, po ludzku, że każdemu może się zdarzyć chwila słabości, że byłem zestresowany, niewyspany, źle się czułem, że puściły mi nerwy, że przepraszam, że to się więcej nie powtórzy? Byłoby już pozamiatane. A tak wyszło z pana europosła coś, co na pewno nie przystoi mu na tak ważnym stanowisku. Antyniemiecka fobia w najczystszej postaci.

Usłyszałem kiedyś takie mądre powiedzenie: chcesz kogoś dokładnie poznać, to upij go albo zdenerwuj. Panie Europośle, niech Pan sobie zapisze to w notesiku...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj