"Prezydent Sarkozy, ogłaszając, że będzie w Polsce 6 grudnia nie popełnił żadnego uchybienia, gdyż będąc zaproszonym na uroczystość Lecha Wałęsy wybrał taki właśnie termin" - pisze na swoim blogu na portalu onet.pl eurodeputowany lewicy, Marek Siwiec. Bo, jak twierdzi, "jeżeli prezydent jakiegoś państwa chce przyjechać do innego, to może to zrobić zawsze i korzystając z dowolnego pretekstu".

Zdaniem Siwca, służby Nicolasa Sarkozy'ego powinny jednak sprawdzić, czy polski prezydent jest wtedy w Warszawie. "Jednocześnie odpowiedni urzędnik, a najlepiej ambasador Francji w RP, mógłby zastanowić się, czy wizyta u Wałęsy jest najlepszą okazją do przekonywania Kaczyńskiego, skoro wiadomo, że dwaj panowie Lechowie się nie lubią" - pisze eurodeputowany lewicy.

Niestety, jak ocenia Marek Siwiec, prezydent Sarkozy "w stosunkach międzynarodowych zachowuje się swobodnie". "Czasem nawet zbyt swobodnie" - twierdzi.

Nic jednak nie dzieje się bez powodu. Zdaniem Siwca, owa "swoboda" Sarkozy'ego związana jest z jego poprzednią wizytą w Polsce, gdy "prezydent z premierem dołożyli wszelkich starań, aby krótka, jednodniowa wizyta Sarko w Warszawie stała się wydarzeniem państwowym".

Eurodeputowany uważa, że nasi politycy "rozpuścili Sarko". "No i teraz mamy tego skutki" - pisze na swoim blogu Siwiec.