Ale to nie szybki wzrost gospodarczy toruje naszemu krajowi drogę w tym rankingu. Po prostu Polska zdecydowanie lepiej niż inne państwa Wspólnoty radzi sobie z kryzysem. Zamiast gwałtownego załamania dochodu narodowego, jak to często miało miejsce u innych członków Wspólnoty, będziemy mieli w tym roku stagnację gospodarki albo nawet jej minimalny wzrost. I dzięki temu relatywnie stajemy się bogatsi w Unii.

Najlepiej to widać w porównaniu z byłymi republikami bałtyckimi. Po dekadzie spektakularnego rozwoju opartego na niskich podatkach, inwestycjach zagranicznych i eksporcie Łotwa, Litwa, w mniejszym stopniu Estonia, przeżywają gospodarczą tragedię. Rządy w Wilnie i Rydze niedawno alarmowały, że ich dochód narodowy w tym roku może się zmniejszyć nawet o jedną piątą. Komisja Europejska na razie jest bardziej optymistyczna i przewiduje spadek odpowiednio o 11 i 13 proc.

>>>Polacy nie boją się kryzysu

Dochód narodowy określa poziom życia obywateli danego kraju. Jak podaje Eurostat, w 2008 roku polski dochód narodowy na głowę z uwzględnieniem mocy nabywczej naszej waluty wynosił 57,5 proc. Łotewski był już nieco niższy (55,7 proc.), a litewski jeszcze trochę wyższy (61,3 proc.).


Bardziej symboliczne jest zrównanie się poziomu życia w Polsce i na Węgrzech. Już w zeszłym roku dystans między oboma krajami był niewielki (Węgrzy osiągnęli tylko 62,9 proc. średniej europejskiej). Ale w tym roku poziom życia w obu państwach powinien się zrównać. Dlaczego? Ostry kryzys finansowy spowodował, że w tym roku dochód narodowy Węgier zmniejszy się aż o 6,3 proc. - przewiduje Komisja Europejska.

Polska nie ma w najbliższym czasie szansy na dogonienie innych państw Unii. Kolejna na liście Estonia mimo poważnych kłopotów gospodarczych zbytnio nas w ostatnich latach wyprzedziła (w 2008 roku jej średnia rozwoju wyniosła 67,2 proc.).

Naszemu krajowi po raz pierwszy udało się natomiast w zeszłym roku osiągnąć ważny próg - połowy poziomu życia Niemiec, największej gospodarki Europy. A jeszcze 12 lat temu dochód narodowy na mieszkańca w Polsce wynosił zaledwie jedną trzecią tego co po drugiej strony Odry.

Symbolicznym momentem przełamania zapóźnień odziedziczonych po komunizmie będzie jednak dla naszego kraju osiągnięcie poziomu życia któregoś z krajów starej Unii. Niemal na pewno państwem tym stanie się Portugalia. Jej gospodarka od lat drepcze w miejscu. O ile w 1997 roku Portugalczycy osiągnęli 76,1 proc. poziomu życia w Unii, to w zeszłym roku było to jedynie 75,3 proc. W tym czasie Polska skoczyła z 46,8 proc. do 57,5. Jeśli oba kraje będą rozwijały się w dotychczasowym tempie, najdalej za 10 lat nad Wisłą będzie się żyło lepiej niż nad Tagiem.

Według badań Eurostatu w 2008 roku najlepiej w Europie żyło się mieszkańcom Luksemburga. Na drugim miejscu uplasowali się Irlandczycy. W tym roku nie powtórzą wyniku, bo kryzys dotknął ich szczególnie mocno. Trzecia na liście była Holandia.


Jędrzej Bielecki: Polska może w tym roku zrównać się poziomem życia w Węgrami. Kiedy ostatni raz żyło się nam tak samo jak Węgrom?
Witold Orłowski*: Trzeba by cofnąć się do XVI w., kiedy Węgry pozostawały pod okupacją Turków, a w Polsce dobrze rozwijał się handel zbożem. Ale już w XVII w. Polska zaczęła gospodarczo podupadać, a Węgry pod władzą Habsburgów rozwijały się sprawnie. W XIX w. centralna część Węgier była przynajmniej o kilkanaście procent bogatsza od najzamożniejszych prowincji dawnej Rzeczypospolitej, a przed II wojną światową Węgrzy byli już o jedną trzecią bogatsi od Polaków. W latach 50. XX w. ta różnica bardzo się zmniejszyła. Ale reformy Janosa Kadara znów pozwoliły Węgrom w latach 80. bardzo nas zdystansować. Dopiero od upadku komunizmu udaje nam się systematycznie nadrobić te zaległości.

Dlaczego?
Z dwóch głównych powodów: Węgrzy mają wyraźnie wyższe podatki i nie mogą poradzić sobie z równowagą budżetu. Co jakieś 5 lat dotyka je poważny kryzys finansowy. Nawet wyższe inwestycje zagraniczne niż u nas tego nie zrekompensowały.

W tym roku pokonujemy też poziomem życia Łotwę i Litwę. To powrót do normy?
Ależ skąd! Trzeba by cofnąć się do wczesnego średniowiecza, aby znaleźć wyższy poziom życia w Polsce niż na terenach nadbałtyckich. Już w XIII, XIV w. były to obszary lepiej zorganizowane, porządniejsze. Dzięki zakonom niemieckim rozwinęło się dobrze rolnictwo, stabilne było prawo, rozwijała przedsiębiorczość. Jeszcze przed II wojną światową poziom życia w republikach bałtyckich był o 25 - 30 proc. wyższy niż w Polsce. A po wojnie była to najbogatsza część Związku Sowieckiego, mimo wszystko bogatsza od PRL. Dopiero na początku lat 90. republiki bałtyckie przeżyły gospodarczy dramat. PKB spadł o 50 - 60 proc. Niektórych wielkich zakładów produkujących na potrzeby ZSRR nigdy nie udało się po tym odbudować. Ale dzięki szybkiemu wzrostowi gospodarczemu w ciągu krótkiego czasu kraje te znów wyprzedziły Polskę.

W zeszłym roku osiągnęliśmy połowę poziomu życia Niemiec. To lepiej niż przed wojną?
Zdecydowanie lepiej. W II Rzeczypospolitej poziom życia wynosił zaledwie jedną trzecią tego, jaki był w Rzeszy.

Mamy szansę kiedyś przegonić Niemców?
Oczywiście, że tak. Ale to jest perspektywa przynajmniej 20 - 30 lat.

Najuboższym krajem starej Unii jest Portugalia. Kiedy ją dogonimy?
Zajmie to nam najwyżej 10 lat, przede wszystkim dlatego, że u nas ludzie są bardziej przedsiębiorczy i lepiej wykształceni. Choć oczywiście Portugalia jeszcze może się otrząsnąć ze stagnacji. Tak było z Grecją. Jeszcze w latach 90. to ona była najbiedniejszym krajem starej Unii. Dziś zbliża się poziomem życia do średniej europejskiej. Aby ją dogonić, będziemy potrzebowali przynajmniej 20 lat.

*Witold Orłowski - ekonomista, profesor zwyczajny nauk ekonomicznych, był szefem zespołu doradców ekonomicznych prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego