Prezydencki doradca kupował kokainę
Był ekspertem ds. dopingu, prezesem szkolnego związku sportowego. W końcu - doradcą ds. sportu w Kancelarii Prezydenta. Dziś w Lublinie Artur P. został zatrzymany za handel kokainą. Jak nieoficjalnie dowiedział się dziennik.pl, urzędnik nie tylko narkotyk sprzedawał, ale sam go brał. Został już zwolniony z pracy i dostał zarzuty prokuratorskie. Prawdopodobnie wkrótce będzie aresztowany.
- Narkoman z Kancelarii Prezydenta zwolniony z aresztu
- Wiceszef CBA szantażował byłego doradcę prezydenta?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Według ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, P. przez trzy lata miał kupić kilogram kokainy.Teraz broni się, że narkotyk kupował wyłącznie na własny użytek. Minister przyznał, że w chwili zatrzymania przy P. nie znaleziono środków odurzających.
Sprawa ruszyła na początku tego roku. Na celowniku policjantów z CBŚ znalazła się większa grupa dilerów, którzy rozprowadzali narkotyki na dużą skalę. Policjanci dowiedzieli się,
niejako przypadkiem, że wśród ich odbiorców jest pracownik Kancelarii. W maju mieli już pewność, że to Artur P. Prezydent już wtedy dowiedział się o prowadzonym przez prokuraturę
postępowaniu. Jednak - jak powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro - dla dobra śledztwa zdecydował, że P. nie zostanie od razu zwolniony z pracy. "Nagłe zwolnienie
mogłoby wzbudzić podejrzenia tej osoby, że jest zidentyfikowana i utrudnić nasze czynności procesowe" -
tłumaczył.
P. jest tylko jednym z zatrzymanych w sprawie. Jak mówi Maciej Łopiński, minister w Kancelarii Prezydenta, zamieszanych jest w nią wiele innych osób. "Nie ma taryfy ulgowej dla nikogo" - dodaje Ziobro. "Te czasy to już przeszłość, to se nevrati. Będziemy równie twardzi i zdecydowani dla tych z lewa, prawa i ze środka" - zapewnia.
Według Łopińskiego, P. prowadził podwójne życie. Z jednej strony sprzedawał i brał narkotyki, a z drugiej - potrafił być bardzo pomocny ludziom. "Ta sprawa jest dla nas zaskoczeniem. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, to pan Artur P. jest człowiekiem, który miał dwie twarze. Dlatego, że z jednej strony zarzuca mu się uczestnictwo we wprowadzaniu do obrotu środków odurzających, a z drugiej strony, jest to człowiek, który na przykład w Łazienkach rzucił się do stawu, żeby uratować tonącą dziewczynkę" - mówi Łopiński.
Urzędnik usłyszał juz prokuratorskie zarzuty. Grozi mu do 10 lat więzienia.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!