W Komendzie Głównej Policji mówią o nim per "pisarz". Nie tylko dlatego, że Bartłomiej Sienkiewicz jest prawnukiem słynnego autora "Krzyżaków".

Policjanci używają tej ksywy, by dać wyraz swojej niechęci dla nowego szefa. Ich zdaniem Sienkiewicz nie pała szczególnym entuzjazmem dla mundurowych - znacznie lepiej zna się na podlegających mu również tajnych służbach. Jak mówi w "Newsweeku" jeden z oficerów komendy wojewódzkiej z Gdańska:

  Sienkiewicz bywa na różnych odprawach, ale jest na nich bardzo bufonowaty. Prawie się nie odzywa. Widać, że to nie jego bajka.

Funkcjonariusze do dziś pamiętają mu też niefortunną wypowiedź, za którą musiał potem przepraszać. Sienkiewicz wypalił bowiem, ze potrzebna jest "zmiana mentalności policjantów, którzy sami często z patologicznych rodzin, nie potrafią właściwie zareagować na przemoc". CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

Za kraty z pomidorówką

Tekę ministra spraw wewnętrznych Sienkiewicz objął na początku 2013 roku. Zmienił na tym stanowisku Jacka Cichockiego, którego premier Donald Tusk zabrał do swojej kancelarii. O Sienkiewiczu pisano wtedy, że to znakomity analityk i odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, z wiedzą i doświadczaniem, a nie z łapanki. 

Sienkiewicz jest absolwentem wydziału filozoficzno-historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ma też na koncie działalność opozycyjną. W latach 80. działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów i pacyfistycznej organizacji "Wolność i Pokój".  Przyjaciele z tamtych czasów opowiadają anegdoty, o tym jak w 1988 roku Sienkiewicz pomagał organizować Konferencję Praw Człowieka w Mistrzejowicach i miał przetransportować posiłki dla tysiąca osób. Esbecy złapali go, gdy wiózł pomidorową i zamknęli razem z zupą.

Obecny szef resortu MSW jest też jednym z założycieli Ośrodka Studiów Wschodnich, a na początku lat 90. był dyrektorem pionów analitycznych Urzędu Ochrony Państwa. Blisko współpracował z ministrem spraw wewnętrznych Krzysztofem Kozłowskim i Andrzejem Milczanowskim.

Do 2002 r. był funkcjonariuszem UOP. Po odejściu ze służb rozpoczął prywatną działalność gospodarczą - Analizy Systemowe Bartłomiej Sienkiewicz, przemianowaną potem na Sienkiewicz i Wspólnicy. Jego firma zajmuje się doradztwem w zakresie energetyki. Pozbył się w niej udziałów, kiedy został ministrem. 

Pan publicysta

Lekkie pióro i zaskakująca zdolność do tworzenia "bon motów" to znak rozpoznawczy Sienkiewicza. Zwłaszcza po wybuchu afery taśmowej. Stwierdzenia, że "państwo polskie istnieje tylko teoretycznie", a Polskie Inwestycje Rozwojowe - flagowy projekt rządu Tuska - to "ch..., dupa i kamieni kupa”, obiegły kraj i niemal natychmiast weszły do języka.

CZYTAJ WIĘCEJ: Sienkiewicz rozmawia z Belką. STENOGRAM i WIDEO>>>>

Tak samo było ze słynnym "idziemy po was". Tą groźbę świeżo upieczony minister skierował na konferencji prasowej do skinheadów z Białegostoku, po tym jak zaatakowano w tym mieście mieszkania czeczeńskich i hinduskich rodzin.

Nie lubię tego rządu, ale akurat Bartek może zrobi w nim coś dobrego. To facet, który po prostu kocha Polskę - mówił w jednym z artykułów Zbigniew Fijak, z którym Sienkiewicz współpracował w antykomunistycznym podziemiu.

Ale trudno mówić w tym przypadku o ślepej miłości. Sienkiewicz nie raz wyrażał swój krytyczny stosunek do instytucji państwowych, mentalności Polaków. W tekście "Ambaras z polskością" nominowanym do nagrody "Grand Press" tak pisze o Polsce i Polakach:

- Anarchizm poza wszelką formą, ambicje cywilizacyjne zaspokajane tandetnymi podróbami, kraj jednego wielkiego second-handu w architekturze, ubraniach, samochodach. I zachowaniach: piosenkarka, która nauczyła pokolenie młodych Polek mody i stylu bycia dotąd zarezerwowanych dla dziwek pośledniej kategorii, młodzieńcy, dla których sześciopak "Żubra" w sobotę jest kresem aspiracji do dobrego życia - czytamy.

"Nie poszedłem na łatwiznę"

Publicystycznego zacięcia nikt Sienkiewiczowi nie odmawia. Podobnie jak doskonałego przygotowania do pełnienia funkcji państwowych. Jako wolny strzelec obecny szef MSW pisał do "Rzeczpospolitej", "Gazety Wyborczej" i "Dziennika". Przez lata był stałym współpracownikiem "Tygodnika Powszechnego". 

Ale gdy mowa o skuteczności, pozytywnych opinii Sienkiewicz nie usłyszy dziś wielu. Nie tylko z powodu nieszczęsnych taśm. Choć, fakt, że szef służb specjalnych dał się nagrać jak dziecko, nie świadczy najlepiej ani o jego podwładnych, ani o nim samym.

Ministrowi wypomina się jednak więcej porażek. Choćby wspomnianą akcję przeciwko skinheadom w Białymstoku, która skończyła się aresztowaniem jednej osoby i to pod zarzutem kradzieży serka homogenizowanego (sic!). Zespół ds. Przeciwdziałania Aktom Ksenofobii i Rasizmu, który powołano po aferze w Białymstoku przy wojewodzie, zebrał się zaledwie raz. W czerwcu, zaraz po deklaracji ministra. A szef wydziału, który ma łapać skinheadów, skompromitował się niedawno pod nocnym klubem. Jakiż to musiał być widok, gdy podwładni w mundurze odwozili do domu półnagiego i awanturującego się szefa...

Kubeł zimnej wody wylano też na głowę Sienkiewicza po burdzie, jaka rozpętała się 11 listopada ubiegłego roku. Niektórzy politycy opozycji żądali już wtedy jego dymisji. 

Sienkiewicz zachował jednak tekę i zdołał się wybronić. Teraz może być mu znacznie trudniej. Na pewno może liczyć na poparcie Platformy, choć formalnie nie jest z nią związany. Nie startował w wyborach, nie figurował na listach. Stał z boku, pracując najpierw w charakterze doradcy ds. międzynarodowych Macieja Płażyńskiego czy współpracując z Janem Rokitą.

Sienkiewicz przyznaje jednak, ze był emocjonalnie związany z PO od początku jej istnienia. Pracę w rządzie zaczął w momencie, gdy pojawiły się pierwsze problemy - Nikt nie jest mi w stanie zarzucić, że przyszedłem na łatwiznę. (...) To, że nie pełniłem nigdy funkcji politycznych, nie znaczy, że byłem poza polityką - mówił Sienkiewicz w dzienniku "Polska the Times".

W piątek okaże się, czy w tej wielkiej polityce zostanie.