Dlaczego? "I PO, i PiS, i LiD chcą jednej listy, by ich liderzy mogli decydować, kogo wysłać do Brukseli, a kogo nie! Po co ma się męczyć obywatel i wybierać swojego kandydata? Zrobi to za niego partia" - mówią w PSL.

Pomysł zmiany ordynacji do europarlamentu nie jest nowy. Do tej pory bez większych sukcesów forsowali go europosłowie PiS. Dziś z propozycją wystawienia jednej krajowej listy wychodzi Platforma. Dlaczego? "Dzisiejsza ordynacja jest skomplikowana. Jest aż trzynaście okręgów wyborczych. Każdy kandydat z danego okręgu prowadzi swoją kampanię. A tak naprawdę wyborcy kandydatów ze swoich okręgów rozpoznają w minimalnym stopniu. Uważamy, że należy prowadzić jedną, krajową kampanię" - mówi DZIENNIKOWI poseł PO Waldy Dzikowski. I dodaje: "Aż w osiemnastu krajach Unii jest jeden okręg wyborczy. I taki model powinna wybrać też Polska".

Entuzjastycznie do zmiany ordynacji nastawiony jest PiS. Politycy argumentują, że dzięki jednej liście do Parlamentu Europejskiego będą mieli szansę się dostać prawdziwi fachowcy.

Sceptycznie do pomysłu nastawione jest PSL. "Jedna lista to obłuda! Bo politycy sprzedają to pod hasłem, by do Brukseli wysyłać fachowców. A tak naprawdę chodzi tylko o to, by liderzy partyjni mogli decydować, kogo wysłać do Parlamentu Europejskiego w nagrodę lub aby móc wysłać tam kogoś, kto jest w kraju dla niego niewygodny" - denerwuje się europoseł PSL Czesław Siekierski. I dodaje: "Bo partia przecież wie, kto w Brukseli się przyda, a kto nie. Po co obywatel ma się męczyć i wybierać?!"

Siekierski zaznacza też, że jedna lista będzie oznaczała w praktyce, że niektóre regiony nie będą miały swojego reprezentanta w Brukseli. "Dużo pracuję w swoim regionie. Ale przy liście krajowej już nie będę musiał zabiegać o względy elektoratu, ale o względy prezesa. Więc wtedy będę zabiegał tylko o to, by lider partii mnie dobrze oceniał i grzecznie będę siedział w sekretariacie u prezesa" - ironizuje europoseł PSL.

Ale PO do zmiany ordynacji podchodzi poważnie. Teraz partia zastanawia się, czy lista krajowa powinna być zamknięta, czy otwarta. Co to oznacza w praktyce? Przy liście otwartej głosy oddawane są na poszczególnych kandydatów z danej listy. Do Parlamentu Europejskiego dostaną się ci, którzy zdobyli głosów najwięcej. Przy liście zamkniętej wyborca głosuje na listę. I w zależności od tego, ile dana partia zdobędzie mandatów, tylu kandydatów - według kolejności figurowania na liście - dostanie się do europarlamentu. "Przy liście zamkniętej będzie pewność, że europosłami zostaną politycy, a nie np. sportowcy. Bo w przypadku listy otwartej może się okazać, że dostaną się tylko osoby popularne: muzycy, aktorzy czy sportowcy" - tłumaczy europoseł PiS Marcin Libicki. I dodaje ze śmiechem: "Taki problem miała kiedyś Grecja, gdzie do Parlamentu Europejskiego dostali się niemal sami sportowcy".

Wkrótce Platforma ma przedstawić swoje propozycje wszystkim klubom parlamentarnym. Wstępnie rozmawiała już z PSL. Ludowcy mają własną propozycję: chcą zmniejszenia liczby okręgów. Z kolei LiD nie chce na razie wypowiadać się na temat ewentualnej zmiany ordynacji. "Niech PO przedstawi jakąś propozycję. Wtedy będziemy dyskutować i przedstawimy swoje stanowisko" - mówi szef klubu Wojciech Olejniczak.