Niemcy ofiarami? Żydzi się nie godzą
- Fatalna wpadka obrońców Steinbach
- Żydzi blokują Erikę Steinbach
- Tysiące młodych ludzi w Marszu Żywych
- Steinbach nie wstydzi się nazistów
- Niemcy i Polacy sprawdzą swoje mniejszości
- Uczą, że Polacy to antysemici i donosiciele
- Steinbach może skapitulować. Ale coś za coś
- Triumf Polski. Steinbach rezygnuje
- Merkel będzie chwalić Tuska
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zmiana pokoleniowa dokona się również we władzach Centralnej Rady Żydów w Niemczech. Wkrótce zostanie pan jej przewodniczącym, pierwszym, który tak naprawdę nie pamięta Holokaustu.
Dlaczego tak trudno znaleźć porozumienie w sprawie powstającego w Berlinie Muzeum Wypędzeń? Pana organizacja zagroziła nawet bojkotem przedsięwzięcia.
To bardzo proste. Nie podoba nam się, że planowana wystawa dąży do nadmiernej emocjonalizacji zjawiska wypędzeń, koncentruje się na cierpieniach niemieckich rodzin, którym oczywiście trudno
zaprzeczyć. Naszym zdaniem podejście powinno być bardziej rzeczowe i naukowe.
To znaczy?
Odnosimy wrażenie, że wystawa może ześlizgnąć się w kierunku ukazania niemieckiej ucieczki w całym szeregu innych wypędzeń XX wieku. To dla nas nie do zaakceptowania.
Nikt nie zaprzecza, że Niemcy zmuszeni do opuszczenia swoich domów, pędzeni kilometrami do wagonów, nie cierpieli, nie przeżywali życiowych dramatów. Ale nie wszyscy chcą pamiętać, że
powojenne wypędzenia Niemców są konsekwencją zbrodni, których dokonał reżim nazistowski. Były efektem usprawiedliwionej reakcji na niemiecką politykę ekspansji i zniszczenia. Na inne
podejście się nie godzimy.
Wcześniej z podobnych przyczyn radę fundacji opuścili polski historyk Tomasz Szarota i Czeszka Kristina Kaiserova. Sprzeciw Centralnej Rady Żydów odbije się w Niemczech oraz na świecie
dużo szerszym echem i zdaniem wielu komentatorów może podważyć sensowność całego projektu. Jest pan świadomy siły swojego weta?
Nie chcę oceniać ich decyzji. Zgodziłem się zostać członkiem rady fundacji, żeby zapobiec przepisywaniu historii. Gdybym pozostawił to komuś innemu, mógłbym się spodziewać, że nie
będzie on tak dokładnie jak ja patrzył na ręce wypędzonym, żeby nie mylono przyczyn i skutków. }
Po odejściu profesora Szaroty postanowiłem trochę odczekać, sprawdzić, co się stanie. Potem jednak wybuchła w Niemczech gorąca debata nad tym, czy szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika
Steinbach powinna uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Wtedy postanowiłem zareagować.
Sprawa Steinbach przez wiele tygodni dzieliła niemiecki rząd, ostatecznie zakończyła się kompromisem: bojkotowana przez Polskę szefowa wypędzonych nie wejdzie do rady fundacji, ale w
zamian jej organizacja otrzyma w muzeum większe wpływy.
To właśnie niezbyt mi się podoba. Uważam bowiem, że sama Steinbach nie jest problemem. Znam ją dobrze i w gruncie rzeczy uważam ją za wyważoną i rozsądną osobę, w przeciwieństwie do
wielu jej poprzedników na czele Związku Wypędzonych. Myślę, że problemem jest sam BdV. Mam wątpliwości co do powiększenia rady fundacji z 13 do 21 osób. Już w obecnym składzie nie
mieliśmy w naszym gronie wielu merytorycznych dyskusji, choć do tej pory miałem wrażenie, że z obydwoma reprezentantami BdV w radzie mogliśmy przynajmniej rozsądnie współpracować. Ale
wkrótce będzie ich sześciu, trudno ocenić, jaki wtedy będzie klimat.
Dlaczego?
To środowisko, które chce oderwać temat wypędzeń od historycznego kontekstu, wielkiej, nieporównywalnej z niczym winy Niemców za zbrodnie drugiej wojny światowej. Przy tym wypędzeni sami
mają problem ze swoją przeszłością. Badania dowodzą, że część wypędzonych, zanim musiała uciekać przed Armią Czerwoną, sama należała do sprawców, którzy na przykład zabijali
Żydów i podpalali synagogi. Albo czerpali profity z antyżydowskiej czy antypolskiej polityki III Rzeszy, a nawet wcześniejszych czasów. O tej odpowiedzialności nie można zapominać. Tymczasem
moje doświadczenia z obecnymi przedstawicielami środowiska wypędzonych prowadzą raczej do konkluzji, że nie są oni zainteresowani dokładnym zbadaniem np. związków powojennych funkcjonariuszy
BdV z reżimem nazistowskim. Szczerze mówiąc, bardzo się im dziwię. Sprawa dotyczy przecież pokolenia ojców czy dziadków, którzy nie pełnią już kierowniczych stanowisk w związku. Otwarcie
się na historyczną prawdę mogłoby stanowić dla obecnego BdV akt samooczyszczenia, którego można by użyć np. w sporze z polskimi krytykami jako dowodu dobrej woli.
Czy sedno problemu nie tkwi jeszcze głębiej? W tym, że w miarę upływu lat dzielących nas od zakończenia II wojny światowej Niemcy coraz chętniej przedstawiają się w roli ofiar? Nie
mówię tu tylko o wypędzeniach, ale także o upamiętnianiu ofiar alianckich bombardowań Drezna czy dowodzeniu, iż bez pomocy nieniemieckich kolaborantów Holokaust nie osiągnąłby tak
straszliwych rozmiarów.
Ta tendencja nie jest nowa. Większość Niemców prawie do końca wojny popierała Hitlera, mają oni z tego powodu poczucie winy i próbują rozgrywać na swoją korzyść nawet najdrobniejsze
przejawy sprzeciwu wobec Fuehrera. Jest jednak druga strona medalu. Nie było w historii narodu, który jak Niemcy się ukorzył i przyznał do winy. Powstały pomniki i muzea upamiętniające ich
zbrodnie. Nie chcę ich rozgrzeszać. To kropla w porównaniu z tym, jaki ogrom cierpień wyrządzili.
My, niemieccy Żydzi, zawsze byliśmy wyczuleni na przejawy uciekania przez Niemców od odpowiedzialności za wojenne zbrodnie. I z biegiem czasu nauczyliśmy się odróżniać tych, którzy dają
się uwieść tej tendencji, od większej części niemieckiego społeczeństwa, wrażliwej na zagadnienia historyczne. I jedni, i drudzy istnieli w latach 60., działają także dziś. Nie wydaje mi
się jednak, żeby narodziła się jakaś znacząca tendencja do przepisywanie niemieckiej historii. Jeśli widzimy jakieś irytujące zjawiska, tak jak to wokół Muzeum Wypędzeń, to bijemy na
alarm. Ale nie mamy zamiaru za każdym razem krzyczeć: uwaga, nazista! Swoją rolę odgrywa czas, który zmienia Niemców, ale także nas.
*Salomon Korn, wiceprzewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech, członek rady Fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie"

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!