"Znaleźliśmy się pod ścianą. Wpłaciliśmy prawie po 6 tys. zł za m kw. mieszkania, a za naszymi plecami deweloper wziął pożyczkę od amerykańskiej firmy, której gwarancją była hipoteka naszych mieszkań. Nie mieliśmy o tym pojęcia" - mówi DZIENNIKOWI pan Robert, jeden z oszukanych.

Dwa lata temu krakowska firma deweloperska Leopard wypuściła obligacje pod zastaw mieszkań na rogu al. Kijowskiej i ul. Kazimierza Wielkiego w Krakowie. Kiedy w lutym 2008 roku zaczęli się do nich wprowadzać lokatorzy, dowiedzieli się, że mimo zapłacenia pełnej kwoty zgodnie z umową nie dostaną ich na własność. Chyba, że dopłacą.

Leopard tłumaczy klientom, że dodatkowa opłata to nie dopłata, tylko pożyczka, która ma pomóc deweloperowi przetrwać ciężki okres - bo przecież wokół szaleje kryzys. Prosi o nią, ponieważ musi spłacić zadłużenie wobec Manchester Securities Corporation. Według Leoparda pożyczone pieniądze pozwoliły dokończyć inwestycje spółki.

"Naszym zdaniem, to wszystko było z góry ukartowane. Leopard wziął pożyczkę od Amerykanów na 30 proc. w skali roku w okresie największej hossy budowlanej. To już wówczas, czyli w 2006 roku, był procent nie do spłacenia. Według naszych obliczeń, dziś zadłużenie oscyluje wokół 80 mln zł. Dlaczego my mamy za takie niedorzeczne decyzje płacić" - pytają niedoszli właściciele mieszkań.

Jacek Panikowski, prezes firmy Leopard, odmówił komentarza, przyznał jednak, że zobowiązania sięgnęły już... 78 mln zł. Jeśli Manchester Securities Corporation nie otrzyma pieniędzy, Leopard będzie musiał ogłosić upadłość, a wówczas klienci stracą dorobek całego życia.

Dlatego poszkodowani złożyli sprawę w sądzie. "Chcemy udowodnić, że umowa pożyczki naszym kosztem została ukartowana, a także że Leopard nie miał prawa zastawić naszych mieszkań, które przecież zostały zapłacone. Manchester Securities Corporation z siedzibą w Nowym Jorku zanim wypłaciła pieniądze Leopardowi, zrobiła audyt i doskonale wiedziała, że pod zastaw idą już sprzedane mieszkania" - mówi DZIENNIKOWI pan Robert.

Taką samą drogę w postępowaniu sądowym widzi Krzysztof Zawała, sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach. "Klienci Leoparda muszą wykazać, że umowa pożyczki została zawarta w złej wierze, czyli z naruszeniem prawa. To jedyny sposób, aby nie byli jej ofiarami. Dodaje, że w postępowaniu upadłościowym zwrócenie pieniędzy za obligacje ma pierwszeństwo przed innymi roszczeniami" - Dlatego sytuacja klientów Leoparda nie jest godna pozazdroszczenia.

Sprawą zajęła się we pod koniec listopada prokuratura w Krakowie Krowodrzy. "Postępowanie wyjaśniające wszczęliśmy po anonimowej informacji, która przyszła pocztą elektroniczną, że rodziny mają płacić haracz. Jednak mimo apeli nikt się z apartamentowca do nas nie zgłosił" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik prokuratury okręgowej Bogusława Marcinkowska.

Przyszli za to inni klienci Leoparda - z ulic Twardowskiego i Wierzbowej. Tam bowiem inwestycja w ogóle stanęła w miejscu, bo firma nie miała pieniędzy na jej skończenie. "Przesłuchaliśmy kilka osób mieszkających na tych ulicach. Prowadzimy postępowanie w sprawie doprowadzenia do niekorzystnego gospodarowania powierzonym mieniem osób, które się zgłosiły. Dotyczy to 10 klientów Leoparda.

Tymczasem na dopłatę zdecydowało się już kilkudziesięciu klientów. Grzegorz Janczar, rzeczoznawca majątkowy i analityk rynku nieruchomości, nie ma wątpliwości, że ci, którzy się złamali, kalkulują tak: "Gdybyśmy kupowali mieszkanie teraz, w tej lokalizacji, to i tak cena nie byłaby niższa niż 7,5 tys. zł za metr. Zapłaćmy i miejmy spokój" - mówi.

Pan Robert jednak nie daje za wygraną: "Nie rozumiem, dlaczego mamy płacić haracz. Czy tylko dlatego, że oszukują nas gangsterzy w białych kołnierzykach?".

p

Najczęstsze chwyty stosowane przez deweloperów:
- Nie chcą podpisywać umów przedwstępnych u notariusza, które w przeciwieństwie do zwykłych umów cywilnych muszą być bezwzględnie respektowane.
- Kary za niewywiązanie się z umowy rozłożone są nierównomiernie. Klient, który chce zerwać umowę lub spóźnia się z kolejnymi wpłatami, musi liczyć się z wysokim odszkodowaniem. Deweloper z kolei zastrzega sobie zwykle możliwość zapłacenia jedynie ułamka tej sumy.
- Brak jasno określonej ceny mieszkania. Często stosowany jest zapis o waloryzacji związanej ze wzrostem kosztów. Ostateczna kwota obowiązuje dopiero w dniu przekazania kluczy.
- Przerzucenie na klienta obowiązku znalezienia kogoś w razie rezygnacji z umowy w trakcie trwania budowy.
- Zwolnienie dewelopera z odpowiedzialności za nieterminowe oddanie inwestycji do użytku np. z powodu złej pogody.
- Zapis o wieloletnim okresie zarządzania nieruchomością przez dewelopera po jej wybudowaniu, bez możliwości zmiany zarządcy, który np. wykonałby usługę za niższą stawkę.