Śledztwo obejmie kilka wątków. Również korupcyjny, skoro jest o nim mowa w zawiadomieniu CBA - powiedział "Rz" Marek Konieczny,  rzecznik poznańskiej apelacji.

Śledczy zweryfikują  zasoby finansowe Adamowicza i zbadają ich pochodzenie. Przyjrzą się również okolicznościom nabycia przez Adamowicza nieruchomości w Gdańsku pod kątem tego, czy nie złamał zakazu wynikającego z ustawy o samorządzie gminnym. Chodzi o przepis mówiący, że urzędnik pełniący funkcję (i do trzech lat po odejściu) nie może przyjąć jakiegokolwiek świadczenia o charakterze majątkowym, nieodpłatnie lub odpłatnie, w wysokości niższej od jego rzeczywistej wartości od podmiotu, co do którego wydawał decyzje.

CBA uważa, że majątek prezydenta Gdańska nie ma pełnego pokrycia w jego dochodach. Z ustaleń "Rz" wynika, że zastrzeżenia dotyczą co najmniej 500 tys. zł. CBA ma też wątpliwości co do podanej w oświadczeniach wartości siedmiu mieszkań prezydenta (miałyby być warte ok. 2,2 mln zł.).

Jeszcze w 2006 r. Adamowicz (rządzący miastem od 1998 r.) miał ok. 70 tys. zł oszczędności, dwa mieszkania i dwie działki budowlane, a w dwóch radach nadzorczych w miejskich spółkach zarobił 25 tys. zł. Dziś ma siedem mieszkań, w radach zarabia rocznie 120 tys. zł, ma pół miliona złotych w papierach wartościowych i akcje spółek (wycenił je na 815 tys. zł) - wylicza "Rzeczpospolita".

Adamowicz początkowo zaprzeczał, by były podstawy kwestionować jego oświadczenia. Potem przyznał, że kilka razy, wypełniając je, popełnił błąd - m.in. nie wpisał jednego z mieszkań i zawyżył wpływy z ich wynajmu.