”Na podręczniki wydamy około 200 zł. Kredki, ołówki, farby, mundurek, buty, strój gimnastyczny to ponad 350 zł. Do tego tornister. W sumie wysłanie córki do szkoły kosztuje nas ponad tysiąc złotych” - wylicza pan Maciej, ojciec 7-letniej Oli rozpoczynającej naukę w jednej z warszawskich szkół.

Jak sam przyznaje, taki wydatek, choć niemały, nie jest dla jego rodziny dotkliwy. ”Mamy jedno dziecko, chcemy, żeby miało jak najlepsze rzeczy” - dodaje.

Ale nie wszyscy są w tak komfortowej sytuacji. ”Ja musiałam kupić książki i przybory szkolne dla dwójki dzieci, zapłaciłam ponad 2 tys. zł. To dla nas wielkie obciążenie” - zauważa pani Kasia, mama pierwszo- i trzecioklasisty.

Podobnie jest w przypadku gimnazjalistów. ”Dla Pawła, który idzie do szkoły sportowej, część podręczników można było kupić taniej, bo były używane, ale Piotr wybrał gimnazjum z klasą informatyczną i musiał mieć wszystkie nowe” - opowiada pan Andrzej z Gdyni, ojciec dwóch bliźniaków. Na podstawowy komplet książek dla dwóch chłopców już wydał 550 zł, a kupić musi jeszcze te do nauki języków obcych wraz z ćwiczeniami.

Zdaniem Tomasza Elbanowskiego z akcji ”Ratuj maluchy” ceny podręczników są w tym roku wyższe o co najmniej 10 proc. ”Reforma programowa i wymóg wymiany podręczników zapewniły na wiele lat zyski wydawcom, kosztem rodziców, którzy muszą za nie zapłacić. Przez tę zmianę praktycznie został zlikwidowany rynek książek używanych” - oburza się Elbanowski. Dlatego w internecie na stronie ”Ratuj maluchy” rodzice rozpoczęli akcję wysyłania do szefowej MEN Katarzyny Hall rachunków za zakupione podręczniki. Przypominają jej też składane publicznie obietnice, że pierwszaki w szkole podstawowej i w gimnazjach dostaną książki za darmo.

Ministerstwo nie jest wydawnictwem. Jeżeli ci ludzie uważają, że ich sytuacja materialna jest trudna, mogą wystąpić o dofinansowanie w ramach programu ”Wyprawka szkolna”, a nie wysyłać rachunki do ministerstwa” - odpowiada na te zarzuty Grzegorz Żurawski, rzecznik resortu edukacji. Podkreśla przy tym, że w tym roku na program wsparcia rodziców przy zakupie podręczników przeznaczono 104 mln zł. ”To dwa razy więcej niż przed rokiem. Z pomocy będzie mogło skorzystać około 550 tys. dzieci w wieku szkolnym” - dodaje.

Jego słowa nie przekonują jednak organizatorów akcji sprzeciwu. ”Program ”Wyprawka szkolna” jest tak pomyślany, żeby rząd za dużo nie wydał, dlatego adresowany jest tylko do rodzin żyjących w skrajnym ubóstwie” - ocenia Elbanowski.

A co na to wydawcy? Ci podkreślają, że podręczniki nie mogą być tańsze bez obniżenia poziomu ich wydawania i zawartości.

”W naszej branży jest duża konkurencja. Wiemy też, że rodzice liczą każdy grosz, dlatego ceny nie są zawyżane. Nie oznacza to, że rodzice nie mają racji, ale to już sprawa MEN, które wprowadzając nowe programy wymusza wymianę odręczników” - mówi Paweł Komisarczuk z wydawnictwa pedagogicznego Operon.