Prace nad "dekalogiem" to efekt afery, jaką w zeszłym tygodniu wywołał były szef biura zarządu TVP, Marian Kubalica. Obecny wicedyrektor TVP Sport podzielił się ze znajomymi na Facebooku swoimi przemyśleniami na temat konklawe i nowego papieża. We wtorek Kubalica narzekał: Otwieram gazety - konklawe. Wchodzę na portale internetowe - konklawe. Włączam odbiornik telewizyjny - konklawe. (…) Stopień katolicyzacji naszych mediów, naszego życia społecznego i politycznego sięga już absurdu.

Reklama

Dzień później poszedł jeszcze dalej. Tak skomentował wybór kardynała Jorge Bergoglio: Oto ważna informacja na temat nowego papieża. Donosiciel, współpracownik krwawej wojskowej junty. No, ale donosił prawidłowo, bo na lewicowców, więc pewnie jest w porządku. Bo gdyby donosił na prawicowców, to oczywisty agent i szuja.

Kubalica w rozmowie z "Press" tłumaczył się, że to były jego prywatne opinie, a on sam był w tym czasie na urlopie. Ale sprawa nie ucichła. TVP postanowiła uregulować kwestię obecności swoich pracowników w "społecznościówkach". Ta sprawa udowodniła, że tego typu regulacje są potrzebne - mówi portalowi dziennik.pl rzeczniczka TVP Joanna Stempień-Rogalińska. Kodeks opracowuje telewizyjne biuro kadr.

Taki "dekalog" obowiązuje już w TVN i TVN24. Gdy niespełna rok temu Adam Pieczyński, szef TVN24 wysłał swoim podwładnym maila, w którym poinformował o zasadach regulujących ich obecność w mediach społecznościowych, reporter TVN24 Leszek Kabłak krzyczał o cenzurze. W branży rozgorzała dyskusja na temat zasadności tworzenia takich kodeksów. Jedni wskazywali, że podobne rozwiązania stosuje się na Zachodzie i to naturalna korporacyjna praktyka, inni wskazywali niebezpieczeństwo kneblowania ust dziennikarzom.

Menedżer TVN24 odpierał te argumenty, używając żartobliwego porównania: Dziennikarz musi się wypowiadać świadomie, nie przestaje być dziennikarzem, kiedy wraca do domu. Nikt oczywiście nie ma zamiaru śledzić wpisów, to bez sensu. Dekalog to swoisty apel o odpowiedzialnie zachowywanie się. Jeśli w rzeczywistości, tej realnej a nie wirtualnej, nasz dziennikarz po godzinach pracy rozebrałby się i na golasa biegał po Plantach krakowskich, to też by to szefów interesowało, tzn. musiałby się z tego tłumaczyć, bo to nie byłby tylko jego problem ale i całej stacji - mówił nasz rozmówca.

Sam fakt, że stacja przyjęła zalecenia dotyczące social media nie sprawił, że wszyscy dziennikarze TVN spuścili z tonu. W październiku zeszłego roku Kuba Wojewódzki zamieścił na swoim profilu na Facebooku fotomontaż ze zdjęciem nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego w czapce i ubraniu hiphopowca z podpisem: Dziennik wycinanka o dumnej nazwie Rzeczpospolita zaprasza na Wielki Bal Na Gruzach III RP. Zagra DJ Trotyl !!! Wielu oburzonych internautów ostro skrytykowało żart showmana TVN.

Jarosław Kuźniar, znany z tego, że bardzo często korzysta z portali społecznościowych, nadal wdaje się w ostre polemiki z adwersarzami. Jak twierdzi, jego wypowiedzi bywają ostre, ponieważ "nie potrafi reagować miłością na agresję".

Kuźniar o swojej walce z hejterami>>>>

Trzeba przyznać, że to właśnie "kapłan poranków" - jak ironicznie nazwała Kuźniara koleżanka ze stacji, Monika Olejnik - ma na koncie najwięcej głośnych twitterowych kłótni. Ale to nie oznacza, że tylko on jeden wdaje się w wirtualne pyskówki. Na początku stycznia dziennikarka Polsat News Agnieszka Gozdyra pokłóciła się na Twitterze z blogerem salonu24. "Wylecz się z pryszczycy i zainwestuj w antyperspirant" - odpowiedziała na krytyczny wpis Grzegorza Wszołka pod jej adresem. Co ją sprowokowało? Podczas komentowania sprawy wyroku na doktora Mirosława G., bloger zarzucił jej, że wydaje opinie, mimo że nie ma dostatecznej wiedzy.

Sprawa się rozniosła, Gozdyra została wezwana na dywanik, ale nie poniosła żadnych konsekwencji. Podobnie jak jej koledzy z Polsatu. Stacja Zygmunta Solorza-Żaka jako jedyny z dużych telewizyjnych graczy nie zamierza ograniczać aktywności swoich pracowników w social media.

Mam szczęście pracować z ludźmi, którzy nie kreują się na gwiazdy i nie uważają się za mentorów. W związku z tym nie mamy problemów i nie musimy przypominać dziennikarzom, że są dziennikarzami. Oczywiście każdy ma prawo do własnych osądów, ale nie musi zakładać misyjnego uniformu "nauczyciela narodu". Nie formatujemy zachowań naszych pracowników - tłumaczy Marcin Cholewiński, szef anteny Polsat News.