Dziennik Gazeta Prawana logo

Kopacz i prezes, czyli historia z morałem

2 maja 2008, 00:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kopacz nożny nazwiskiem Mysona Arkadiusz nie był dotychczas specjalnie znany z tego, co wykopał ani na boisku, ani poza nim. Szczerze mówiąc, istnienie Mysony Arkadiusza było dotychczas przede mną starannie ukrywane. Wystarczył jednak jeden mecz, bym o tym zawodniku ŁKS usłyszał wraz z całą Łodzią i połową Polski. Z kolei Olchowik Mariusz znany był już wcześniej z szefowania Instytutowi ks. Jankowskiego i ogłaszanych co chwila, ku uciesze dziennikarzy, kolejnych biznesowych sensacji z prałatem w roli głównej - pisze publicysta DZIENNIKA Robert Mazurek.

O kopaczu Mysonie stało się głośno, albowiem ganiał on po boisku w koszulce z napisem "Śmierć żydzewskiej kurwie". Czytelnikom nieusportowionym wyjaśnijmy oczywistości: żydzewska to tyle co widzewska (gdyby chodziło o ŁKS, pisano by coś w rodzaju "Jude, jude, jude!", Lech Poznań to "K..y z krainy kwitnącej bulwy", Legia Warszawa… etc.). Gdy panu Arkadiuszowi zwrócono uwagę na niestosowność owej inskrypcji, bronił się tym, że koszulkę ową mu podano, a on - nie czytając, jako że z alfabetyzacją u niego nietęgo - odzienie założył. Rzut oka na oblicze Mysony Arkadiusza pozwala wierzyć, że nie czytał. Eksces ten powinien dożywotnio skazać pana Mysonę na lżejszy kawałek chleba niż zawodowe kopanie piłki i mam nadzieję, że tak się stanie. Jego postępek zbiegł się w czasie z ujawnieniem sposobu, w jaki negocjacje prowadzi prezes Olchowik, ryczący do kontrahenta: "Tylko dlatego, że mam gości, jeszcze żyjesz! Zatłukę cię! Spierdalaj!".

I tu obie te barwne postaci, a raczej ich postępki, nam się splatają. Obaj okazali się wulgarnymi prostakami, a jednemu z nich nie przeszkadzał antysemityzm. Kopaczowi i prezesowi wulgarność uszłaby na sucho, z antysemityzmu też dałoby się pewnie wywinąć, ale czarę goryczy przelały życzenia rychłego zgonu. Skoro wrzaski prezesa Olchowika uznano za "grożenie śmiercią", to napisu na koszulce kopacza Mysony nie podobna potraktować inaczej. Oburzenie na zachowanie zawodnika ŁKS czy samozwańczego obrońcy dobrego imienia ks. Jankowskiego jest całkowicie uzasadnione i tyle.

Dręczy mnie jednak taka myśl. Czy każde grożenie komuś śmiercią jest złem, czy tylko wtedy, jeśli napomknie się przy okazji coś o Żydach, tudzież jeśli grożący jest postacią antypatyczną? Pytanie nie bezzasadne, bo przypominam sobie falę antygiertychowskich manifestacji sprzed roku, podczas których skandowano i malowano na plakatach "Giertych do wora, wór do jeziora!". Hasła te jakoś nie oburzały wówczas zagrzewających do boju mediów, nieprawdaż?

Czy gdyby protestujący pisali "Giertych - Żyd do wora…" to autorytety by się oburzyły? Czy to by cokolwiek zmieniło? Morał? Jak się raz przyzwala, ba, podżega do chamstwa, to trudno się potem oburzać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj