Dziennik Gazeta Prawana logo

Syn księżniczki, który chciał wysadzić pomnik Lenina

23 stycznia 2009, 00:28
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nie było już od wielu lat w Polsce żadnej zorganizowanej działalności antysocjalistycznej, w której nie partycypowałaby rodzina Czumów. Dzisiaj mamy Czumów we wszystkich akcjach ugrupowań antysocjalistycznych – takimi słowami w lutym 1980 r., gdy jeszcze nikomu nie śniła się „Solidarność”, referował problem wysoki PRL-owski urzędnik najwyższym partyjnym władzom. Bohaterami tej opowieści było czterech braci, w tym 42-letni wtedy Andrzej Czuma.

Dziś dawny opozycjonista ma skończoną siedemdziesiątkę. Ale przyjęcie przez niego zaskakującej propozycji objęcia Ministerstwa Sprawiedliwości pokazuje, że nadal nie brakuje mu brawury z jaką przed laty rzucał wyzwania komunistom. Bo Andrzej Czuma, skądinąd absolwent prawa Uniwersytetu Warszawskiego, robił wiele rzeczy był robotnikiem, dziennikarzem, posłem, historykiem. Ale nigdy nie był urzędnikiem państwowym. Patrząc na jego życiorys raczej nie było to zgodne z jego temperamentem.

Syn przedwojennego profesora ekonomii, zagorzałego wroga komunizmu, więzionego w PRL. I rosyjskiej księżniczki, której rodzina została wymordowana przez bolszewików. Nic zatem dziwnego, że w 1965 założył m.in. ze Stefanem Niesiołowskim antykomunistyczną organizację, którą SB nazwała Ruchem co jest pewnym paradoksem, bo pod tą nazwą przeszła do historii. Młodzi opozycjoniści z dzisiejszej perspektywy mieli dość szalone pomysły. Wydawanie ulotek i zrzucenie ze szczytu Rysów tablicy ku czci Lenina było najspokojniejszą częścią działalności. Ale zapatrzeni w pamięć o bohaterach z AK młodzi ludzie postanowili wysadzić w powietrze muzeum w Poroninie. Dokładnie w setną rocznicę urodzin Lenina. Ich akcja została rozbita przez SB ledwie kilkanaście godzin przed terminem.

Czuma odsiedział wtedy cztery lata. Wyszedł i znów zaczął walczyć. Współtworzył Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, potem Solidarność. Wielokrotnie zatrzymywany, internowany w stanie wojennym, łącznie odsiedział sześć lat. Po wyjściu z internatu robił to co Donald Tusk malował kominy. I aby zarobić na mieszkanie wyjechał na kilka miesięcy do Chicago. Został tam na kilkanaście lat.

Zaczął od zera remontował mieszkania. Później prowadził polonijną audycję w lokalnym radiu. Ciągnęło go jednak do polskiej polityki. Gdy powstał IPN zamarzyło mu się szefostwo tej instytucji. Nie miał szans. Jego przyjaciele nie mieli dość sił, by przeforsować jego kandydaturę. To pokazuje, że Czuma był i jest gorącym zwolennikiem lustracj.

Niewiele brakowało, a dziś byłby po drugiej stronie politycznej barykady. Wahał się, czy w 2005 r. startować z list PiS czy PO. Bliskie mu osoby, rodzina i przyjaciele, dawali sprzeczne rady. W końcu uznał o czym sam mówił że ciut więcej znajomych ma w Platformie. W pierwszych wyborach zabrakło mu kilkunastu głosów. Do Sejmu jednak wszedł w miejsce Hanny Gronkiewicz-Waltz, gdy ta została prezydent Warszawy. W 2007 r. już nie miał problemów ze zdobyciem mandatu.

A w Sejmie? Szukał sobie miejsca. Chciał, pamiętając o Ameryce, łatwiejszego dostępu do broni. Własna partia mu nie pozwoliła. Ale został przewodniczącym komisji śledczej. I to chyba był lewar, który wyniósł go na dzisiejsze wyżyny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj