W polityce symbolicznej możemy także mieć rezultaty, jeśli jesteśmy pewni swoich racji, jednomyślni i trochę zaczepni. Tak właśnie Polska zachowała się w symbolicznej kwestii Eriki Steinbach. Tym razem udało się nam zaingerować w politykę niemiecką, stawiając w kłopotliwej sytuacji rząd w Berlinie. Dopiero w takich warunkach niemiecka prawica postanowiła się lekko taktycznie ugiąć. Ale to wszystko, co napisano i powiedziano na niemieckiej prawicy przez te ostatnie dni, musimy spokojnie przeanalizować.
>>> Piotr Zaremba: bitwa o Steinbach: prowadzą Niemcy
>>> Cezary Michalski: bitwa ze Steinbach wygrana
Odnotujmy więc najpierw dość szeroki front krytyki polskiego postępowania. W owym froncie odrzucającym polskie stanowisko co do składu rady usłyszeliśmy jednolity głos centro-prawicowych poważnych mediów (FAZ i „Die Welt”), pierwszoplanowych polityków (szef Bundestagu Lammert i sekretarz generalny CDU Pofall), najwybitniejszych uczonych (konserwatywny profesor Arnulf Baring, niedawno wyróżniony przez Uniwersytet Stefana Wyszyńskiego za „przerzucanie polsko-niemieckich mostów”), a co najbardziej zaskakujące - niemieckich biskupów.
>>> Kościół katolicki popiera Steinbach
Aby dać odpór polskim racjom, stanowczy głos zabrał nawet (tak, to nie pomyłka!) przewodniczący niemieckiego episkopatu arcybiskup Fryburga Robert Zollitsch. Ton tych głosów był w zasadzie wspólny. Niezależnie od jakichkolwiek poglądów na sprawę Centrum przeciwko Wypędzeniom, to, co uderza w tych wszystkich opiniach, to jawne nadużycie rozumu prowadzące do przesady. Przecież jawnym zakłamaniem przywódców CDU jest upatrywanie politycznego autorytetu w przeciwniczce rozszerzenia Unii i NATO o Polskę i kraje Europy Środkowej.
>>> Bartoszewski: niech Niemcy nie rżną głupa!
I w końcu trzeba ślepoty niemieckich biskupów, aby przeszło trzy dekady po słynnym liście: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” - odmawiać nam moralnego prawa do krytyki niemieckiego polityka, który niegdyś opowiedział się za odrzuceniem traktatu polsko-niemieckiego.
>>> Robert Mazurek: biuro podróży Luftwaffe
Należę do tej części Polaków, którzy nie wierzyli i nie wierzą w możliwość ustalenia jakiejś wspólnej polsko-niemieckiej wrażliwości i tradycji historycznej. Zdaje mi się, że w Polsce jest nas takich większość, choć jesteśmy chyba mniejszością pośród polskiej inteligencji. Nie wierzę we wspólne podręczniki, pomniki, muzea.
>>> Piotr Gursztyn: uczmy się od Eriki Steinbach
Wolno nam wzdłuż wschodniego brzegu Odry ustawić wielkie pomniki wszystkim polskim Piastom, jeśliby nasza narodowa wrażliwość będzie tego potrzebowała. Bogu dzięki, na razie nie potrzebuje. I wolno by było Niemcom zwalczać taki projekt. Rzecz tylko w tym, że takie spory odsłaniają zazwyczaj głębsze, ukrywane na co dzień style myślenia.