Dziennik Gazeta Prawana logo

SLD żeruje na powodzi

1 lipca 2009, 16:36
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Durczok
Durczok/TVN
Kiedy usłyszałem, że SLD chce rozliczać PO w kwestii powodzi pomyślałem sobie w pierwszej chwili, że lewica ma poważne kłopoty z pamięcią. Pamiętamy przecież, że gigantyczna powódź w 1997 roku wykazała kompletne nieprzygotowanie rządu do reagowania kryzysowego. A był to rząd Włodzimierza Cimoszewicza - przypomina Kamil Durczok.

Rząd na wniosek SLD przedstawił wczoraj w Sejmie raport dotyczący walki z powodzią. Na pozór nie ma w tym nic dziwnego. Bawi mnie jednak to, że pierwszy w kolejce do rozliczania rządu okazał się właśnie Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Kiedy we wtorek usłyszałem, że była minister – a w tej chwili wiceszefowa Sojuszu – Jolanta Szymanek-Deresz chce rozliczać Platformę i pytać, jak to możliwe, że mimo ostrzeżeń nie zrobiono wszystkiego, by zminimalizować straty, pomyślałem sobie w pierwszej chwili, że lewica ma poważne kłopoty z pamięcią. Rozliczanie tego, jak się SLD zachowywało w 1997, trwało bardzo, bardzo długo. Pani poseł mówi oczywiście, że to nie chodzi o rozliczanie, tylko o to, żeby dowiedzieć się, co rząd planuje i co chce jeszcze zrobić. Ale wydaje mi się, że od takiej dyskusji to rąk do pracy przy usuwaniu skutków powodzi nie przybędzie.

Krótko mówiąc: zdumiewa mnie, że w momencie kiedy naprawdę powinny działać służby do tego powołane, a ministrowie powinni je nadzorować, w dniu, w którym są zapowiadane kolejne opady, a prognozy dla Dolnego Śląska są nie najlepsze, posłowie opozycji chcieli rozliczać rząd z tego, co robił w sprawie powodzi. Dziwne to wszystko – wydaje mi się, że ta debata była w tej chwili absolutnie niepotrzebna.

Rzeczywiście – częste są ostatnio opinie, że polityka antypowodziowa prowadzona po 1997 roku pozostawia wiele do życzenia. Ja się na tym nie znam. Nie jestem fachowcem od powodzi, nie jestem hydrologiem, nie śledziłem tej tematyki. Ale widzę, że kraje, które są od nas silniejsze gospodarczo i mają z pewnością znacznie lepiej działające służby niż my (myślę tu przede wszystkim o Niemczech), też od czasu do czasu – a od 1997 roku kilkakrotnie – były zaskakiwane przez wielką wodę, która okazywała się żywiołem silniejszym niż ludzie. W tym sensie

W tym kontekście zarzut partii Kaczyńskiego, że gabinet Donalda Tuska nie chce realizować programów antypowodziowych opracowanych przez poprzedni rząd, to nic nowego. Mam wrażenie, że PiS w ogóle stawia jeden podstawowy zarzut: że PO nie realizuje programu poprzedniego rządu, jeśli chodzi o drogi, o finanse publiczne, a teraz widzimy, że także w przypadku powodzi. Tymczasem realizacja projektów Kaczyńskiego naprawdę nie jest zadaniem Tuska. Czas to wreszcie zrozumieć.

Nie przesadzajmy jednak i nie patrzmy na rząd nadmiernie bezkrytycznie. a nie rzeczywistej próby rozwiązywania problemów. Patrząc jednak krytycznie na działania tej władzy, jednocześnie zastanawiam się, czy opozycja nie powinna wziąć sobie tabletki na wstrzymanie – na wstrzymanie i nerwów – i podarować sobie kolejną okazję rozróby politycznej. Bo ludzie naprawdę dotknięci powodzią nadal są w ciężkim szoku i próbują powoli się ogarnąć w popowodziowej rzeczywistości. Z pewnością nie chcą w tym czasie oglądać kolejnego cyrku w sejmie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj