Dziennik Gazeta Prawana logo

"Musimy uprościć traktat konstytucyjny"

13 października 2007, 13:53
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Jeśli zwyciężę w wyborach, zaproponuję naszym partnerom uproszczony traktat natury techniczno-funkcjonalnej. Jego celem jest jedynie przywrócenie funkcjonalności niedziałającym instytucjom europejskim - pisze w "Fakcie" Nicolas Sarkozy, kandydat na prezydenta Francji.
Po półwieczu istnienia konstrukcji europejskiej jesteśmy wystarczająco zjednoczeni, bo przecież żadne z państw członkowskich nie było w stanie przeprowadzić żadnej dużej autonomicznej akcji dyplomatycznej. Jednak jesteśmy zjednoczeni wciąż niewystarczająco, aby móc wspólnie działać i zapewnić sobie odpowiednią wagę na scenie międzynarodowej. O ile nasza przestrzeń jest wspólna, o tyle nie można tego samego powiedzieć o sile. W efekcie jesteśmy dużo częściej widzami niż aktorami, chętniej finansistami niż decydentami i wreszcie z większą łatwością wykonawcami niż strategami. Należy jak najszybciej wyprowadzić z impasu instytucje unijne, abyśmy znów mogli wspólnie decydować.

Jeśli zwyciężę w wyborach, zaproponuję naszym partnerom uproszczony traktat natury techniczno-funkcjonalnej. Jego celem nie jest całkowite przetworzenie politycznej Europy, lecz jedynie przywrócenie funkcjonalności niedziałającym instytucjom europejskim. Niektórym może się to wydać niewystarczająco ambitne. Musimy jednak pamiętać o fiasku konstytucji i jeśli nie chcemy zaprzepaścić przyszłości konstrukcji europejskiej, musimy się pospieszyć. Negocjacje nie powinny zająć zbyt dużo czasu. Jakie zapisy powinny zatem, według mnie, znaleźć się w uproszczonym traktacie?

1) Ustanowienie stałego prezydenta Rady Europejskiej, aby nadać Europie jednolity wizerunek i głos. Sprzyjałoby to jednocześnie przeprowadzaniu długoterminowych działań przy lepszym nadzorze;

2) Ustanowienie europejskiego ministra spraw zagranicznych. W ten sposób przy powoływaniu prezydenta Rady Europejskiej lub ministra spraw zagranicznych Unii czy też w sytuacji jakiegokolwiek kryzysu międzynarodowego Europejczycy prowadziliby rozmowy między sobą, zanim zaczęliby rozmawiać z innymi. Wypowiadaliby się na temat projektów europejskich bez wcześniejszego brania pod uwagę sugestii innych. Ta prosta zmiana jest w istocie kopernikańskim przewrotem: zamiast określać swoją pozycję w zależności od polityki zewnętrznej, Europejczycy nabraliby zwyczaju do określania się w stosunku do siebie samych, zacząwszy od poszukiwania wspólnego interesu. Europejski minister spraw zagranicznych, podległy politycznie rządom krajów członkowskich, miałby tym niemniej możliwość efektywnego zarządzania wspólnymi środkami dyplomatycznymi, budżetowymi i, w razie potrzeby, militarnymi;

3) Rozszerzenie obowiązywania zasady większości kwalifikowanej, w szczególności w dziedzinie sądownictwa, systemu karnego i imigracji;

4) Rozszerzenie zakresu obowiązywania zasady współdecydowania, zwiększającej rolę Parlamentu Europejskiego, w przypadku gdy niezbędna jest zgoda do przegłosowania "praw europejskich";

5) Wprowadzenie zasad głosowania zależnych od warunków większości kwalifikowanej, zwłaszcza zasady podwójnej większości (55% krajów członkowskich reprezentujących przynajmniej 65% populacji UE);

6) Wprowadzenie przechodniej klauzuli pozwalającej krajom członkowskim jednomyślnie zadecydować, aby dana sprawa, normalnie podporządkowana zasadzie jednomyślności, mogła zostać przegłosowana według zasady większości kwalifikowanej;

7) Ustanowienie mechanizmu wczesnego ostrzegania, który dałby parlamentom narodowym możliwość upewnienia się, że Unia nie wykracza poza pole swoich kompetencji;

8) Wprowadzenie prawa inicjatywy obywatelskiej dającego możliwość milionowi obywateli zażądania od Komisji Europejskiej wypowiedzenia się w tej czy innej sprawie. Jestem również przekonany, że reguła jednomyślności panująca w Europie powinna ulec zmianie.

Nie możemy narzucić żadnemu krajowi czegoś, czego on nie chce. Z drugiej strony, nie mogę zgodzić się, żeby kraj, który nie chce iść naprzód i się rozwijać, uniemożliwiał to również innym krajom. Jedna rzecz to mieć w Unii kraj, który nie chce iść do przodu, co innego zaakceptować, że ten kraj wstrzymuje rozwój pozostałych 26. Jedynym sposobem na uratowanie politycznej Europy jest przeskoczenie tej przeszkody. Każdy kraj powinien mieć prawo powiedzenia "nie", ale jego "nie" nie może hamować projektów innych państw. Jest nie do pomyślenia, aby jakieś państwo, w pojedynkę lub co najwyżej przy poparciu jeszcze innego państwa, uniemożliwiało rozwój całej Unii. Chciałbym to wyraźnie zaznaczyć: niezależność Europy jest w moim przekonaniu nierozdzielna od niezależności Francji.
Nicolas Sarkozy, kandydat na prezydenta Francji w kwietniowych wyborach, według sondaży cieszy się dziś największym poparciem ze wszystkich kandydatów, francuski polityk prawicowy, b. minister spraw wewnętrznych, tekst dla Faktu powstał po konferencji na temat polityki międzynarodowej, która odbyła się pod koniec lutego w Paryżu
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj