Minister Sikorski ma rozmawiać o rozwoju konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, co ma znaczenie w kontekście ewentualnego rozszerzenia sankcji Unii Europejskiej na Rosję.

Reklama

Zdaniem eksperta Fundacji Batorego Jakuba Benedyczaka, wizyta ministra Sikorskiego niewiele wniesie do procesu łagodzenia konfliktu. Zdaniem eksperta, Rosja jest zbyt silna, by Radosław Sikorski mógł cokolwiek zdziałać. Według Jakuba Benedyczaka, do rozmów z rosyjskimi politykami powinna usiąść na przykład kanclerz Niemiec Angela Merkel albo premier Wielkiej Brytanii David Cameron, którym mógłby towarzyszyć Radosław Sikorski. - Sam szef naszej dyplomacji jest za słaby - ocenia ekspert Fundacji Batorego.

Z kolei zdaniem dziennikarki Marii Przełomiec, minister Sikorski po kompromitacji związanej z aferą podsłuchową przestał odgrywać w Europie jakiekolwiek znaczenie i stąd jego wizyta na Ukrainie nie zmieni podejścia państw Unii do konfliktu. Dziennikarka uważa, że obecnie nikt nie chce słuchać ministra Sikorskiego, czego dowodem jest fakt, że w negocjacjach między Ukrainą a Rosją zabrakło Polski.

To, że Polska traci na znaczeniu, nie jest jednak jedynie winą Radosława Sikorskiego - uważa wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt. Jego zdaniem, Moskwa woli rozmawiać z Berlinem albo Paryżem, a nie z Warszawą lub Wilnem, które stawiałby dużo trudniejsze warunki i wymagania co do zakończenia konfliktu.

Jutro Rada Europejska w Brukseli ma zdecydować o nałożeniu kolejnych sankcji na Rosję.