Skuteczność nie idzie w parze ze sprawozdawczością, żadna szkoła mająca poczucie wartości pracy swoich nauczycieli nie powinna organizować warsztatów pod naciskiem z zewnątrz, naciskiem nawet szlachetnie umotywowanym. Stosunek środowiska, które kiedyś zwykło się nazywać elitami liberalnymi, do szkoły, przechodzi podobną ewolucję, jak stosunek tych elit do Kościoła. W początkach lat 90. pełno było elitarnych nawoływań, by Kościół zdemokratyzować – umocnić rady parafialne i diecezjalne, wypełnić wspólnotę eklezjalną świeckimi etc. Kiedy okazało się, że Kościół wypełniony świeckimi aktywistami nie stał się klonem reformatorów, lecz Kościołem Rodziny Radia Maryja, zapał do demokratyzacji znikł… Szkoła zaś miała być demokratyczna, otwarta i autonomiczna. Do czasu. Teraz słyszymy, że wszystkie (!) szkoły w Polsce powinny przeprowadzić te same warsztaty o tolerancji i mowie nienawiści. Sprzeciwiające się tej akcji organizacje zostały już napiętnowane jako prawicowe, co w języku byłych elit oznacza "ohydne".

Co nie znaczy, aby odrzucanie przez konserwatystów idei warsztatów o mowie nienawiści było słuszne. Generalnie "ohydnym" chodzi o to, aby nie wpuszczać do szkół tzw. agendy lewicowo-liberalnej. Jakaś część polskich rodziców nie chce, aby chłopców przebierać w sukienki, a dziewczynkom tłumaczyć, że płeć wymyśliła kultura, a nie natura. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że zespół wartości, określany złowrogim mianem agendy, jest w znacznej mierze zespołem wartości wspólnym dla Polek i Polaków.

Możemy z entuzjazmem albo z przekąsem podchodzić do Parady Równości, ale kto z nas chce, aby dzieci wyzywały się od pedałów albo opowiadały kawały o Auschwitz? Kto z nas nie chce, aby z internetu znikło okrucieństwo, którym darzą się liczni młodzi ludzie? I by nie było w klasach syndromu ofiary – wszystko jedno, czy ofiarą molestowania jest dziecko o niezdefiniowanej tożsamości płciowej, czy dziecko z Wietnamu (a w niedalekiej przyszłości np. dziecko z katolickiej, tradycyjnej rodziny?).

Tolerancja jest wspólnym kodem kulturowym, nie jest – chociaż bywa – pałką na "ohydnych".