Leszek Aleksandrzak, pana kolega z SLD, wymyślił Magdalenę Ogórek na prezydenta.
A wie pani, że ona do mnie zadzwoniła, żeby zaprosić mnie do swojego programu w TVP.

Odmówił pan?
Odmówiłem. Powiedziałem: "Pani Magdo, może jeszcze za wcześnie".

Szantażowała pana.
Nie.

Nie powiedziała w czasie kampanii, że wyjdzie do dziennikarzy i powie, co o panu myśli?

Skąd pani to wie? Powiedziała. Zaproponowałem, żeby poszła, a jak skończy, to ja zejdę do dziennikarzy i powiem swoją wersję, a ona na tym straci.

Co chciał pan o niej powiedzieć?
W pewnym momencie miałem jej tak dosyć, że chciałem ogłosić, że nie jest naszą kandydatką.

Dlaczego pan tego nie zrobił?
Bo koledzy mnie przekonali, że to byłby dla nas jeszcze większy krach.

I tak był krach.
To nie była nasza pierwsza kandydatka. Przyjęliśmy założenie, że kandydatem na prezydenta z ramienia naszej partii musi być ktoś, kto ma szansę wyjść poza SLD, ktoś ponadpartyjny. Na posiedzeniu rady krajowej partii zaproponowałem Ryszarda Kalisza.