Wszystko wskazuje na to, że sen Grzegorza Schetyny o wielkiej koalicji antypis można włożyć między bajki, za to klaruje się konfiguracja bliższa pana wizji, czyli osobny blok lewicowy. W meczu Kosiniak-Kamysz z Grzegorzem Schetyną jest 1:0?

Ja się nie ścigam z Grzegorzem Schetyną. Uważam, że z wyborów europejskich trzeba wyciągnąć wnioski. Budowaliśmy coś, co wydawało się, że wygra, w dodatku w wyborach potencjalnie łatwiejszych dla naszych partii, ale przegraliśmy o ponad 7 pkt. proc. Wielu wyborców nie udało się zmobilizować, bo nie widzieli tego większego dobra, a nie chcieli wybierać mniejszego zła. Po prostu nie poszli na te wybory. Pamiętam, jak nasi rodacy mówili nam, że na PiS nie chcieli głosować, ale nie odpowiadała im też formuła koalicji, w której nie do końca wiadomo, kogo się wybiera. To było doświadczenie, które chyba musieliśmy przeżyć. Gdyby nie to, dziś nie wyciągalibyśmy wniosków.

A nie wystraszyliście się metki w postaci "tęczowej koniczynki"?

Sprawy światopoglądowe, nieprawdziwie przypisane PSL, na pewno nie służyły ani nam, ani całej Koalicji Europejskiej. Nie chcemy się więcej tłumaczyć za nieswoje pomysły i poglądy.

A może zbyt tę sprawę demonizujecie? Kwestia związków partnerskich, pomagających także ludziom o orientacji homoseksualnej ułożyć zwykłe życiowe sprawy, słychać było czasami nawet w obozie PiS, np. ze strony Andrzeja Dudy.

Tyle, że ani ja, ani prezydent Duda o tym sami z siebie nie mówiliśmy, prezydent tylko odpowiadał na pytania. Nigdy nie wychodziliśmy z tymi pomysłami. Poza tym wiele rzeczy, które wydarzyły się w trakcie kampanii europejskiej, nie było nawet związanych z politykami tworzącymi Koalicję Europejską, lecz były cynicznie wykorzystywane zdarzenia, takie jak parada równości, gdzie profanowano uczucia religijne w niezwykle obraźliwy i obleśny sposób. To też wywarło wpływ na naszą ocenę sytuacji. I dziś uważamy, że trzy bloki opozycji będą bardziej efektywne niż jeden. Mają większą szansę zatrzymać PiS.

I dziś kąsacie się nawzajem. Platforma oskarża was, że rozbiliście ideę wielkiego sojuszu. A jednocząca się lewica mówi: "patrzcie, oni nie potrafią się dogadać, to zrobimy to my".

Nic nie stało na przeszkodzie, by ta nowa liberalna lewica, jaką staje się PO, dogadała się z tą starszą, czyli SLD. Dziwię się, że nie doszło do porozumienia, skoro wspólnota programów była tam dużo bliższa niż z PSL. Na pewno my nie staliśmy na przeszkodzie porozumienia między PO, SLD i Wiosną. Chcieliśmy tylko, by Platforma się określiła. I to zrobiła, pokazując, że jest bardziej po lewej stronie niż w centrum. My to szanujemy. Nie będziemy się kąsać. W 2007 r. na wybory szło SLD, szliśmy my, PO i PiS. I udało się zatrzymać rządy PiS. Teraz też to zrobimy.

Tylko czy to meandrowanie opozycji nie podkopuje w elektoracie wiary, że wcześniej cel był jasny, a szyki zwarte, natomiast teraz każdy idzie we własną stronę?

Ten cel nie przyniósł efektu. Nie piszę się na powtarzanie tego samego i oczekiwanie innych wyników. To nierozsądne. Jesteśmy w polityce, żeby wyciągać wnioski, gdybyśmy powtórzyli tę drogę bylibyśmy nieroztropni i nierozsądni. Polityka to długodystansowy bieg z przeszkodami w którym należy roztropnie omijać przeszkody.

CAŁY WYWIAD CZYTAJ W PONIEDZIAŁKOWYM WYDANIU "DGP">>>