Roman Polański bez wątpienia jest geniuszem, wybitnym reżyserem, który zrewolucjonizował kino. Ale jednocześnie jest człowiekiem, który powinien zostać osądzony. Wiem, że sędzia się na niego uwziął, nie dotrzymał ugody między prawnikami Samanthy a prokuratorem, wycinał nawet z gazet materiały prasowe na temat sprawy. Miał prawdziwą obsesję na jego punkcie. Ale Roman Polański dopuścił się ohydnego czynu. Zgwałcił trzynastoletnią dziewczynkę. I nie ma żadnego znaczenia, czy ona chciała tego, czy nie. Miał wtedy 45 lat. Dorosły mężczyzna nie chodzi do łóżka z dzieckiem.

>>> Czytaj także, jak sprawę komentuje Marek Migalski

Świat filmu go broni. Almodovar, Scorsese - lista nazwisk jest długa. Ale ci wszyscy znani ludzie zapominają o jednym. Polański nie jest ścigany dlatego, że jest reżyserem. Powinien zostać osądzony kilkadziesiąt lat temu i miałby sprawę wyjaśnioną. A tak dziś sam o sobie mówi, że jest wiecznym uciekinierem.

Nikt nie zapomina, że Polański przeżył Holokaust, że Ameryka go zlinczowała, że po zabójstwie Sharon Tate obwiniano go o to, że Manson dopuścił się zbrodni pod wpływem jego filmu "Dziecko Rosemary". Dlatego nie oczekuję, że Polański będzie siedział w więzieniu. Ale chciałabym, by odbył się uczciwy proces. I żeby reżyser został ułaskawiony. Bo przez te kilkadziesiąt lat odkupił już swoje winy. Samantha, zgwałcona dziewczynka, nie chce już satysfakcji. Przeciwnie, ta dorosła dziś kobieta usiłuje o wszystkim zapomnieć. Mówi, że nie ma żalu, ale nie ma też dla niego współczucia.

Może warto zadać pytanie: czy Scorsese i Almodovar byliby równie wyrozumiali dla człowieka, który w podobny sposób skrzywdziłby bliską im osobę? Owszem, matka Samanthy była niespełnioną aktorką. Marzyła, by jej córka zrobiła karierę, i nie powinna była pozwolić na to, by dziewczynka chodziła na sesje zdjęciowe do dorosłego mężczyzny. Jednak nie oceniamy teraz matki czy dziecka, choć wiadomo, że Samantha nie była wówczas całkiem niewinna, a Polański nie był jej pierwszym mężczyzną. Ale w jej zeznaniach sprawa jest jasna: Polański najpierw odurzył ją alkoholem i narkotykami, a potem odbył z nią stosunek oralny i analny.

Krzysztof Zanussi bronił w "Kropce nad i" Polańskiego, mówiąc, że ten nigdy nie był brutalny wobec kobiet. Że był takim Pigmalionem. Myślę, że to były zamierzone słowa. Tymczasem nawet najgenialniejszy człowiek nie może stać ponad prawem.