Stephen Mull, dyrektor biura do spraw polityczno-wojskowych Departamentu Stanu, odpowiedzialny za negocjacje z Warszawą, oświadczył, że to my będziemy musieli pokryć koszty modernizacji polskiej armii. W tym zakup rakiet Patriot III, które chroniłyby nas przed rosyjskimi rakietami krótkiego i średniego zasięgu. Słowem, w zamian za tarczę możemy liczyć ledwie na 40 – 50 mln dolarów. Nic więcej. Za takie pieniądze można tymczasem kupić wagon kałasznikowów albo jeden uzbrojony samolot bojowy F-16. Trudno nazwać podobną transakcję unowocześnieniem sił zbrojnych.
Podsumujmy obecny stan rzeczy. Mamy zezwolić na zainstalowanie u nas eksterytorialnej bazy z dziesięcioma wyrzutniami. Instalacja ta zmieni równowagę sił w Europie Środkowo-Wschodniej i stanie się atrakcyjnym celem potencjalnego ataku nuklearnego, jeśli dojdzie do wojny z Rosją lub Białorusią. Nieważne w tym miejscu, że wybuch konfliktu jest mało prawdopodobny.
W wypadku tak delikatnej materii jak rakiety i antyrakiety trzeba być przygotowanym na wszystkie ewentualności - nawet te najgorsze, a nie liczyć, że los będzie nam zawsze sprzyjał. Zatem, staniemy się nagle nadzwyczaj interesującym celem. Skoro tak, nie jest chyba szczególną pazernością domagać się od sojuszników, aby sfinansowali system obrony antyrakietowej chroniący także nas, a nie tylko ich, jak czyni to tarcza.
Skoro jednak tego nie rozumieją - albo raczej ignorują nasze postulaty - nie będzie aż tak wielką tragedią dla Polski, gdy zainstalują swoją bazę gdzie indziej. W sprawie bezpieczeństwa nie możemy ustępować ani o krok. Wystarczy już naszych gestów dobrej woli jedynie za miłe słowa prezydenta USA. Od 2003 r. tkwimy w Iraku, by zadowolić Amerykanów, nie żądając nic w zamian. Czas byśmy postępowali bardziej roztropnie.
Jesteśmy członkiem NATO i to obecnie największa gwarancja naszego bezpieczeństwa. Naiwnością byłoby sądzić, że sama baza sprawi, iż staniemy się specjalnym sojusznikiem USA. Do tego potrzebny jest dwustronny układ obronny, a Amerykanie ani myślą go z nami podpisać. Skoro więc chcą tarczy, niech za nią zapłacą. Skoro nie chcą - ich prawo. Ale w takim razie miło się pożegnamy.