Kancelaria Prezydenta jeszcze niedawno mówiła, że nie będzie raportu o stanie zdrowia Lecha Kaczyńskiego. "To nie jest polski zwyczaj" - tłumaczyła prezydencka minister Anna Fotyga. Sam zainteresowany mówił dziś jednak coś trochę innego.

Reklama

"Jeżeli chodzi o raport o stanie zdrowia, jeśli ktoś chce to koniecznie wiedzieć, to ja nie widzę tutaj nic na przeciw" - stwierdził. Ale zaraz dodał, że boi się wykorzystywania takich informacji w walce politycznej.

Wszystko zaczęło się od wątpliwości Janusza Palikota. Poseł PO na swoim blogu zastanawiał się, czy prezydent ma problemy z alkoholem. Teraz w "Newsweeku" Palikot wyznał: "Chciałbym wiedzieć, czy Lech Kaczyński ma Alzheimera, czy inne choroby, jeśli zawetuje ustawy zdrowotne rządu Donalda Tuska".

Gdy dziennikarze zapytali o to prezydenta na konferencji prasowej, ten żartował, że nie może zrozumieć pytania, bo "jako człowiek ciężko chory" nie usłyszał go. "Dość szczególny rodzaj przyjaźni pan Palikot tutaj pokazuje. Ja rozumiem, że to wszystko wynika z dbałości o mnie, ale chyba troszeczkę przesadza" - dodał prezydent. Zastanawiał się, czy posłem PO kieruje "owa polityka miłości, która jest od kilku miesięcy uprawiana".

I, by uciąć spekulacje, dodał, że w ciągu niespełna miesiąca ponad 30 razy występował publicznie i ani razu nie korzystał z kartki. Stwierdził, że taka osoba "pewnie z pamięcią nie ma jakiś szczególnych kłopotów".