Choć sprawa emerytur pomostowych od tygodnia wywoływała wiele emocji, to dziś - gdy Sejm ją ostatecznie rozstrzygnął - nie było już po nich ani śladu. Głosowanie przebiegło szybko i bez żadnych komplikacji. Posłowie PiS nie blokowali mównicy, nie krzyczeli, że rządowy projekt to skandal. Nawet wtedy, gdy na tablicy świetlnej pokazał się wynik głosowania pieczętujący ich porażkę, przyjęli to niespodziewanie spokojnie. Dlaczego?

Reklama

"Problem emerytur pomostowych trzeba było załatwić. Jeśli mamy kiedyś wrócić do władzy, to dobrze, że ten problem rozwiązuje Platforma, a nie my" - mówi DZIENNIKOWI prominentny polityk PiS, który prosi o zachowanie anonimowości.

Nie on jeden tak uważa. "Kamień spadł mi z serca, że to weto upadło" - dodaje kolejny parlamentarzysta PiS. "To prawda" - dorzuca drugi. Dopytywani zaczęli tłumaczyć, że przez nagły zwrot SLD, dzięki któremu udało się odrzucić weto prezydenta, udało się przeprowadzić niepopularną, ale konieczną reformę. Jednocześnie PiS będzie mógł publicznie mówić, że jest już ostatnim i jedynym obrońcą robotników i niezamożnych.

Kolejny polityk Prawa i Sprawiedliwości, również nieoficjalnie, przekonuje, że ustawa Platformy Obywatelskiej nie była wcale taka zła. "Po prostu <Bracia> boją się związkowców. Boją się, że jeśli byśmy byli za rządowymi pomostówkami, to nawet związki, by się od nas odwróciły i sondaże znów by nam spadły" - tłumaczy DZIENNIKOWI.