Inne
Reklama

Jak na prawdziwego celebrytę przystało poseł PO na okładce "Vivy" wystąpił z dwójką najmłodszych dzieci: Zosią i Frankiem. Za to wewnętrzny pictorial to już Janusz Palikot w swojej pełnej gali. Kontrowersyjny polityk w nienagannie skrojonym, czarnym garniturze pozuje na plaży w Juracie. Szczypty nonszalancji dodaje mu rozpięta mucha i dzika róża w butonierce...

A o czym mówi Palikot?

O polityce: "Co mnie w niej trzyma? Rok 2011, bo czy to będzie prezydent Tusk, Buzek czy Komorowski, ktoś od nas w każdym razie, a wygramy wybory i będziemy mieć zdolność konstytucyjną do likwidacji Senatu, ograniczenia liczby posłów, okręgów jednomandatowych, czyli do tego całego projektu, dla którego Platforma powstała. Wciąż jeszcze w to wierzę".

>>>Palikot: Niech szlag trafi Kaczyńskiego

O biznesie: "Gdybym dzisiaj został z niczym, to jutro otwieram w Kazimierzu mały browar ze świeżym piwem i mam interes, i funkcjonuję, albo w Lublinie dom misjonarski dla pielgrzymów, z prostymi celami bez śniadania, bez niczego. Gdzie się nie poruszę to widzę możliwości biznesowe. To mi się samo tworzy, między palcami".

O fascynacji prawosławiem: "Śpiew, medytacja, brak interpretacji. Oni przechowali prawdziwe techniki rozwoju duchowego, polegające na uwadze, lekturze, głośnym recytowaniu tekstów. Istniejące wiele tysięcy lat, ale u nas zgubione".

O szczęściu: "To ponowne odkrycie bajkowości świata, że jest on taką zaczarowaną księgą. A każda chwila, każda sytuacja, każdy człowiek - wszystko co się wydarza - niesie w sobie coś tak czarodziejskiego magicznego".

O seansach spirytystycznych: "W moim przypadku było tak, że ustawiał kobiety ze strony mojego ojca, czyli babkę i prababkę, jedna za drugą. Brał kolejne osoby i mówił <Ty będziesz jego babką, a ty prababką itd>. Ustawiał, ustawiał i wreszcie któraś odezwała się po francusku, chociaż nie mówiła w tym języku. Nie byłem w stanie opanować tego płaczu..."