Także Jaraw Kaczyński pozwał Giertycha za zarzut zbierania "haków". Dwa oddzielne procesy w tej sprawie prowadzi Sąd Okręgowy w Warszawie. W obu powodowie żądają od adwersarzy publikacji przeprosin m.in. w telewizjach, czego koszt może wynieść kilkaset tysięcy zł. Aby nie przegrać procesu o ochronę dóbr osobistych, pozwany musi dowieść, że jego słowa były prawdziwe albo wykazać, że jego działanie nie było bezprawne, bo działał w interesie publicznym.

Reklama

Przyczyną obu procesów są wypowiedzi ze stycznia br., gdy Giertych powiedział, że jednym z powodów, dla których wyszedł z rządu PiS-Samoobrona-LPR było to, że Kaczyński "zbierał haki" na konkurencyjnych polityków. Miał - według Giertycha - m.in. na głos zastanawiać się, jak zareaguje Grzegorz Schetyna, gdyby aresztować jego żonę. Według Giertycha, forma "zbierania haków" na Donalda Tuska "była obrzydliwa", a dane te dotyczyły spraw "bardzo odległych, z przeszłości". Według niego, wszyscy politycy PO mieli założone teczki przez PiS.

"To są kłamstwa, nie mające faktycznych przesłanek" - replikował wtedy Kaczyński. "Nie było żadnych teczek, nie było żadnych akcji ad personam wobec kogokolwiek" - zapewniał szef PiS, zapowiadając pozew wobec Giertycha. Także wtedy Giertych zapowiedział, że pozwie Kaczyńskiego za zarzut kłamstwa. "Domagam się przeprosin za jego skandaliczną i bezczelną wypowiedź, jakobym kłamał" - mówił Giertych.

W swym pozwie żąda od Kaczyńskiego przeprosin w TVP, TVN i Polsacie (tuż po głównych wydaniach ich programów informacyjnych), "Rzeczpospolitej" i "Dzienniku Gazecie Prawnej". Adwokat Kaczyńskiego mec. Bogusław Kosmus wnosi o oddalenie pozwu. "Wypowiedź o kłamstwie była prawdziwa, gdyż żadnych haków nie zbierano" - powiedział PAP.

W czwartek Giertych zeznał, że chodzi o zbieranie materiałów "mających w oczach pozwanego charakter kompromitujący polityków opozycji"; m.in. na Tuska, żonę Schetyny, matkę Sławomira Nowaka. "Informacje te miałem bezpośrednio od pozwanego, od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz od szefa MSW Janusza Kaczmarka" - dodał. Podkreślił, że mówił o tym publicznie od 2007 r. i wtedy J. Kaczyński nie zarzucał mu kłamstwa, a PiS tłumaczył, że chodziło o "walkę z układem".

W listopadzie J.Kaczyński zeznał w tym procesie, że Giertych kłamał, mówiąc o zbieraniu "haków". "Nigdy nie wydawałem żadnych bezpośrednich lub pośrednich poleceń, które miały prowadzić do jakichkolwiek działań służb specjalnych lub wymiaru sprawiedliwości ad personam, na zasadzie poszukiwania jakichś informacji na jakąś osobę" - zeznał b. premier.



Giertych wniósł, by sąd rozważył zwrócenie się do ABW, by pod koniec procesu jej biegły mógł wykrywaczem kłamstw ocenić wiarygodność zeznań stron. "Jestem gotowy poddać się takim badaniom" - zadeklarował.

Sąd oddalił wszelkie wnioski dowodowe obu stron o przesłuchanie świadków. Proces odroczono do 22 lutego 2011 r.

Natomiast w procesie Kaczyński-Giertych sąd niedawno powołał 14 świadków. Na wniosek pełnomocnika lidera PiS wezwał: Ziobrę, b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego, b. wicepremiera Ludwika Dorna, b. szefa ABW Bohdana Święczkowskiego, prokuratorów Jerzego Engelkinga, Grzegorza Ocieczka, Krzysztofa Sieraka i Tomasza Janeczka. Na wniosek prawnika Giertycha (który dziś jest adwokatem) wezwano b. premiera Kazimierza Marcinkiewicza, Kaczmarka, b. wicepremiera Leppera, b. szefa klubu LPR Wojciecha Wierzejskiego i krakowskich prokuratorów Marka Wełnę i Wojciecha Miłoszewskiego (ten ostatni zapoznawał J. Kaczyńskiego z aktami śledztwa w sprawie mafii paliwowej).

Mec. Kosmus nie zaprzeczył, że o część tych świadków wnosił też w procesie wytoczonym przez Giertycha. Obie strony chciały wspólnego badania pozwów, ale sąd rozdzielił te sprawy.

Do Sejmu trafił już także wniosek Giertycha o uchylenie immunitetu J. Kaczyńskiemu w związku z zamiarem wytoczenia mu również procesu karnego za jego słowa o kłamstwie.